Tasheena

 

Cierpienia stanowią łańcuch, a zarazem wątek naszego żywota.

– Herbert George Wells

   Rodzice uczyli mnie różnych technik obrony – ojciec preferował czysty i szybki atak, a matka, z racji swego pochodzenia, wolała łagodniejsze metody. Ale… czy w ogóle przewidzieli sytuację taką jak ta?…

   Zielonooka wilczyca różniła się od swoich rówieśników, nie tylko wyglądem i zachowaniem, lecz także sposobem myślenia – większość wilków, nie tylko w jej wieku, nie potrafiła myśleć w sytuacjach ekstremalnych. Ba! Całkowicie traciły głowę, często tracąc przy tym życie lub poważnie obrywając.

   Tasheena zauważyła sporych rozmiarów głaz i do głowy przyszedł jej pewien plan. Przyspieszyła.Wiedziała, iż nie zgubi rozwścieczonego zwierza, większych Nadziei na zwiększenie dystansu też nie miała. Las niepostrzeżenie zmienił się w rozległą polanę – Polanę Strachu – na której prócz kilku większych głazów, znajdowało się stadko jednorożców. Na widok pary drapieżników pospiesznie opuściły,dotychczas spokojną, polanę.

   Bestia wiedziała, że zdobycz wymyka jej się z łap, lecz nie przyspieszyła. Lubiła nacieszyć się widokiem wystraszonego, rannego, a nawet konającego zwierza – to jej zawsze poprawiało nastrój. Ale czuła coś jeszcze, jakiś dziwny niepokój. Przeczucie,że to nie jest zwykła ofiara…

   Wilczyca przeskoczyła przez głaz, zatrzymała się i obejrzała za siebie. W ciemnościach widziała błysk śnieżnobiałych kieł bestii i błysk… nienawiści w oczach. Te oczy nie były zwyczajne – Tasheena pierwszy raz widziała tak wielkie natężenie złych emocji u zwierzęcia.

   Te oczy ją przerażały…

****

   Wilk gwałtownie otworzył oczy. Coś go wyrwało ze snu, ale nie mógł skojarzyć co. Rozejrzał się dookoła, lecz widział tylko pobliskie gałęzie iskały. Słyszał na przemian warczenie i piski przemieszane z wyciem. Wyczuwał słabą woń krwi. Chciał za nią iść, ale nie bardzo miał jak, gdyż nie znał tych terenów. Wygnano go ze stada, w co dotąd nie wierzył. Znalazł się tutaj przez przypadek  nawet nie wiedział, co to za kraina.

   Nagle woń krwi stała się mocniejsza. Co tu jest grane? Pomyślał i ruszył w tron źródła woni i przerażających pisków.

****

   Tasheena zdawała sobie sprawę z tego, iż jej plan do idealnych nie należy, ale co miała zrobić? Brakowało jej czasu i warunków do wymyślenia lepszego.

   Wciąż czuła mocny zapach krwi, ale nie wiedziała skąd. Ani ona, ani bestia nie były ranne, więc jak?

   Nagle usłyszała krzyk. Obróciła się zdziwiona, lecz w tym samym momencie sama krzyknęła – ostre kły bestii wbiły się jej w kark. Szarpnęła się gwałtownie na boki, ale bestia tylko mocniej chwycił ją za kark.

   – Puszczaj, ty… -warknęła rozwścieczona wilczyca.

   Chwilę potem zobaczyła uśmiechnięty pysk bestii i uderzyła w pobliskie drzewo. Zsunęła się na ziemie ze skomleniem. Powoli traciła nad sobą panowanie, nad emocjami brała górę wściekłość.

   Wstała na chwiejnych nogach, w myślach miała już gotowy następny plan, jeszcze bardziej szalony niż ten poprzedni. Pierwszy plan upadł, gdy bestia chwyciła ją za kark. Wilczyca najeżyła sierść i ze wściekłym warczeniem ruszyła w stronę denerwującego ją zwierzęcia.

****

   Wilk zaklął pod nosem, gdyż to on zdekoncentrował wilczycę. Nie chciał tego. Krzyknął mimowolnie, gdyż rozpoznał zwierza walczącego z wilczycą –bezwzględnego kotołaka. A sądząc z kroków wilczycy – ona nie miała o niczym pojęcia.

   Widział dokładnie wszystko od momentu, gdy wilczyca zatrzymała się po skoku przez skałę. Drgnął lekko, gdy huknęła w drzewo niedaleko jego kryjówki. Nie mógł niczego pewien,ale mógłby przysiąc, że słyszał odgłos łamanej kości. Może wilczyca tego nie słyszała albo nie chciała słyszeć?

   Czuł silną chęć pomocy tej dziwnej wilczycy. Był młody i czasem dość lekkomyślny, ale zawsze chętnie pomagał. Tym razem też chciał komuś ulżyć i jak widać los wybrał tę młoda buntowniczkę. Instynkt jednak trzymał go w miejscu, mówił, że jeszcze nie nadszedł czas na ujawnienie się.

   Gdy tu przyszedł padał lekki kapuśniaczek. Teraz rozszalała się prawdziwa burza, ale chyba żaden z walczących nie zwracał na to uwagi. Stawkę w tej niebezpiecznej grze było przecież życie…

****

   Wilczyca ruszyła w stronę kotołaka, ale gdy już prawie na niego wpadła raptownie zmieniła kurs i ominęła go. Rozpędziła się i pobiegła w stronę głazu.Bestia ryknęła i ruszyła w pościg. To polowanie przestało jej się podobać,zdobycz była zbyt sprytna i mądra.

   Tasheena z impetem skoczyła na kamień, mocno się od niego odbijając. Trafiła dokładnie w łeb kotołaka.Ześlizgnęła się trochę do przodu i Mocno wpiła zęby w kark zwierza. Besta ryknęła z bólu i wściekłości. Zaczęła gwałtownie wierzgać na wszystkie strony,chcąc pozbyć się irytującego balastu. Wilczyca energicznie obijała się o plecy stwora, a chcąc utrzymać równowagę zadawała mu jeszcze większy ból orając jego plecy.

   W pewnym momencie poślizgnął się on na mokrej trawie i runął w tył przygniatając Tasheena, która zawyła z bólu, jednocześnie puszczając kark kotołaka. W jednym momencie podniósł się na tylne łapy. Schylił się nad lekko zdezorientowaną wilczycą, zatapiając pazury w odsłoniętym brzuchu. Przeorał przez całą jego długość niezbyt głęboką ranę, gdyż wilczyca w ostatnim momencie przekręciła się na bok. Pazury kotołaka lekko zboczyły z kursu, ale i tak solidnie ją zranił.

   Tasheena chciała od niego uciec, ale był szybszy. Chwycił ja za tylne łapy i po raz kolejny odrzucił. Tym razem spadła tuż przed kryjówką Białego Wilka, ale ku jego przerażeniu już się nie podniosła. Była zbyt wyczerpana przedłużająca się walką i upływem krwi, aby wstać, czy nawet otworzyć oczy.

****

   Leżała bez ruchu. Przed oczami przelatywały jej obrazy najbliższych – ostrego wyrazu pyska ojca, twardego spojrzenia matki i smutnych oczy Zehn’a. Na koniec pokazały się obrazy  Sholo – gdy pierwszy raz zobaczył siostrę; gdy płakał żałośnie w futro siostry,kiedy matka zostawiła go samego, idąc na polowanie; gdy śmiał się wesoło podczas wspólnych wycieczek; gdy siedział koło niej patrząc na księżyc w pełni i pytając co ona w nim widzi…

   A więc tam ma wyglądać mój koniec? Mam umrzeć rozszarpana przez inicjacyjną bestię z dala od rodziny? W kałuży własnej krwi i gnić, czekając Aż zjedzą mnie ptaki? Westchnęła cicho, po czym straciła przytomność.

****

   Westchnięcie Tasheeny podziałało niczym czerwona płachta na byka.Wystrzelił  z kryjówki i rzucił się na kotołaka, obalając jego plan dobicia Tasheeny, Wgryzł się w gardło bestii,przecinając tchawicę. Krew trysnęła mu do gardła. Puścił stwora, prychając i krztusząc się jego krwią. Kotołak przed śmiercią zdążył jeszcze machnąć łapą i zadać Białemu Wilkowi głęboką ranę ciętą na udzie. Wilk prychnął zdenerwowany,ale zostawił zwierza w spokoju, gdyż ten wykrwawił się na śmierć.

   Odwrócił się do Tasheeny z mieszanina uczuć. Instynkt krzyczał: Zabij, serce szeptało: Pomóż.Tracił ją delikatnie pyskiem, ale nie otrzymał odpowiedzi. Pochylił się i zaczął delikatnie wylizywać jej rany.

   Przeczucie kotołaka się spełniło – to nie była zwyczajna ofiara.

© Załoga Chartykasa