Tasheena

 

Nawet jeśli niebo znudziło cię błękitem, nigdy nie trać światła nadziei

– Robert Allen Zimmerman

   Stało się coś bardzo dziwnego, ale potrafię wyczuć co. Ból mija zbyt szybko, a przecież nie otrzymałam żadnych leczniczych ziół, a obok mnie siedział tylko nieznający mnie wilk…

   W małym Sholo zachodziły zmiany. Nie pojmował ich i nie był pewny, czy je chce. Czy to jest to całe dojrzewanie? zastanawiał się, nie zważając na to, gdzie biegnie, ciągłe kłótnie i samotność? W marzeniach to wyglądało zupełnie inaczej… Racja, ale w marzeniach zawsze świat wygląda inaczej.
Wilczek nie zdążył jeszcze posmakować gorzkiej strony życia, chwilowo znał tylko smak słodki i kwaśny. Pomiędzy marzeniami, a rzeczywistością istniała ogromna przepaść, lecz większość wilków, zwłaszcza tych młodych, nie dawała sobie z tego sprawy. Te, które wciąż bujały w obłokach bardzo łatwo wpadały w życiowe pułapki. Były bezbronne niczym nowo-narodzone szczenięta. Z kolei wilki twardo stąpające po ziemi, to twarde i szorstkie bestie, nie zważające na piękno otaczającego je świata.
Sholo w biegu próbował wyczuć siostrę i skomlał cichutko, nawołując ją, lecz odpowiadała mu tylko martwa cisza.
Nagle coś przeleciało mu przed oczami. Coś białego i tak szybkiego, że wilczek z wrażenia zachłysnął się powietrzem i upadł, kaszląc gniewnie.

****

   Biały Wilk już od pół godziny ganiał za równie białym zającem. Mocno poirytowany śmigał na nieznanym terenie. Była to rozległa łąka, ale inna niż wszystkie, jakie dotychczas widział – z trzech stron otaczało ją to dziwne jezioro, z czwartej znów las. Wilk ze zdziwieniem zauważył, iż widzi miejsce, w którym zostawił nieprzytomną wilczycę.
Przez te dni przyglądał jej się bardzo uważnie. Wychudła, to prawda, ale nie odebrało jej to uroku. Po części przypuszczał, że ona po prostu spała, regenerując utracone siły i pozwalając zagoić się ranom.
Nagle w coś uderzył lub, mówiąc dokładniej – zderzył się. Przed nosem mignęły mu kłęby czarnej sierści. Stracił równowagę, zrobił kilka chwiejnych kroków i w normalnym tempie pobiegł z powrotem za zającem.
W trakcie obrócił głowę, aby sprawdzić z kim się zderzył. Zobaczył młodego czarnego wilka. Była tak podobny do nieznajomej wilczycy, że Biały Wilk aż sapnął z wrażenia.

****

   Tasheena, po ponad dwóch tygodniach, otworzyła oczy. Była zmęczona i zestresowana – nie miała bladego pojęcia, gdzie jest. Nie czuła, ani nie widziała nic znajomego. Delikatnie podniosła głowę. Warknęła, gdy na podbrzuszu poczuła ostry i nagły ból. Zamknęła oczy, na szczęście ból szybko minął.
Na nowo otworzyła oczy. Wpierw zauważyła piękno miejsca, w którym się znajdowała – słońce odbijało się od krystalicznie czystej tafli wody; wiatr wzburzał jego powierzchnie, zapraszał do tańca liście na drzewach i bawił się w berka z kosmykami jej sierści. Trawa poruszała się łagodnym, uspokajającym ruchem. Zamknęła oczy. Tym razem nie lewitowała między jawą, a snem – zapadła w mocny, zdrowy sen.

****

   Sholo wstał i głęboko westchnął. Nagle cały zesztywniał, spoglądając w miejsce, w którym zniknął dziwny wilk. Zaczął węszyć. Tashy? Ale Tasheena nie była biała, tylko czysto czarna. Ale… Co jest grane? Myślał intensywnie wilczek. Krążył przez chwilę w miejscu, zaczął biec w stronę miejsca, gdzie zniknął wilk, stanął, zawrócił. Znów powęszył chwilę, pobiegł kawałek, ale nie zawrócił. Obejrzał się jeszcze za siebie, zastanawiając się, czy na pewno chce zboczyć z wyznaczonej trasy.
Zaskomlał kilka razy, obejrzał się niepewny, po czym ruszył jednak za dziwnym białym wilkiem. Nie spieszył się, bardziej starał się skradać, ale podążał kłusem, by nie zgubić wilka z oczu.

****

   Biały Wilk zdenerwował się i przyspieszył, ale w gniewie nie zauważył gałęzi. Potknął się i całym ciężarem ciała runął na biednego zająca, przygniatając go i łamiąc mu kręgosłup.
Przy okazji sapnął z radości, bo ta gonitwa na prawdę zaczęła go irytować. Szczęśliwy wziął zająca w pysk i kłusem potruchtał w stronę Tasheeny.

****

   Sholo zaklął cicho pod nosem – zgubił z oczu wilka. Podniósł więc łeb do góry i zaczął węszyć.
– Cholera. – Mruknął bez emocji. – Zgubiłem się.  – Zrobił kwaśną minę i zaczął krążyć w kółko, mając nadzieję, że znajdzie się z powrotem na dobrej drodze.
Gdy po półgodzinie usiadł zrezygnowany na trawie, nagle zerwał się wiatr, przynosząc mu zgubiony zapach. Wilczek ze zdziwieniem stwierdził, że czuje też inny zapach. Gwałtownie zerwał się z ziemi i łapczywie powęszył. Nie mógł się mylić. To był zapach…

****

   …Tashy! – Wołał Sholo w snach młodej wilczycy. Co noc śniło jej się to samo – młody wilk siedział na jej miejscu i wył do księżyca. W jego wyciu wyraźnie było słychać kilka różnych, wykluczających się nut. Pierwszego dnia Tasheena wyczuła butę smutku – w końcu wilk siedział  w jej śnie zupełnie sam na rozległej polanie. Drugiego dnia pojawiła się nuta złości – złościł się, że wszyscy zostawili go na pastwę  losu. Trzeciego dnia, a także i czwartego pojawiły się dwie nuty niezrozumienia – wilk nie rozumiał dlaczego jest sam i dlaczego nikt się tu nie pojawia. Piątego dnia wilk siedział bokiem, ale wył w tych samych nutach. Szóstego dnia zrobiło się jakby ciemniej, a wilk stał już półprofilem.

   Siódmego dnia sen się zmienił. Było całkiem ciemno, widać było tylko białe zęby i łzawiące, niebieskie oczy. Wilk nagle jakby przestał wyć. Usiadł i spojrzał prosto w oczy wilczycy, tak jakby siedziała na przeciwko niego.
W jego oczach było widać wszystko – strach, niepewność, smutek, nienawiść, niezrozumienie…
Ale nagle jego oczy się zmieniły. Mieszanka różnorodnych uczuć zmieniła się w mocno wyczuwalne wyrzuty, które po chwili zmieniły się w ogromną radość. Lecz nie do końca, bo wyrzuty pozostały…
Tasheena obudziła się gwałtownie. Oczy tego wilka tak bardzo przypominały jej oczy Sholo…
– Ale to niemożliwe – szepnęła przerażona. – Sholo na NIKOGO nie patrzy w ten sposób… Na nikogo…
Serce tłukło jej się w piersiach, oddech miała płytki i nierówny…

****

   Biały Wilk ostrożnie wszedł na polanę, na której zostawił wilczycę. Z daleka wyczuł ogromny strach i niepewność.
Powoli rozejrzał się dookoła. Westchnął z ulgi, gdy zobaczył, że wilczyca jest sama i nic jej nie jest.
Równie szybko, jak westchnął, stanął nieruchomo, gdyż wilczyca nagle odwróciła głowę i spojrzała na niego
– Kim jesteś?

****

   …Tasheeny.
– Co?! – Sholo stanął jak wryty. Tak długo nie czuł jej zapachu, że teraz nie mógł w to uwierzyć. Podążył za zapachem i trafił na rozległą polanę. W oczach zebrały mu się łzy. Pozwolił im płynąć, zbyt długo już czekały.
Znalazł się dokładnie na przeciwko siostry. Najwyraźniej wyczuła jego obecność, bo zwróciła w jego stronę głowę, po czym zamarła ze zdziwienia i… przerażenia?
Sholo nie wiedział, czemu widzi w jej oczach przerażenie, nie znał jej snu i nie zastanawiał się nad tym długo, gdyż jego uwagę przyciągnął nieznajomy wilk. W mgnieniu oka wstąpiła w niego wściekłość. Ten wilk, choć nieznajomy, był jakoś powiązany z ostatnimi wydarzeniami.
Zaatakował.
Nieznajomy wilk ryknął z bólu i zdziwienia, gdy zęby Sholo wbiły mu się w kark. Puścił zająca i zaczął szarpać się na boki, próbując pozbyć się wilczka. Gdy Sholo sie wycofywał, wilk zadał mu dwa ciosy, celując w głowę, a trafiając w oko i tworząc dwie głębokie rany. Na jakiś czas pole widzenia Sholo zmniejszyło do 90 stopni. Już miał zaatakować znowu, gdy usłyszał krzyk, a właściwie wrzask Tasheeny.
– Przestańcie natychmiast! – Stała na chwiejnych nogach, z trudem utrzymując równowagę. Wyszczerzyła kły i ugryzłaby każdego z nich, gdyby… tylko stał bliżej.
Po chwili usiadła zadowolona, bo oba wilki przestały na siebie warczeć i usiadły z daleka od siebie.

****

   Po zachodzie słońca, gdy mniej więcej udało się już wszystko wyjaśnić, Tasheena skierowała swe słowa do brata:
– Ale jak ty mnie w ogóle znalazłeś?
– Kierowałem się nadzieją. – Odparł krótko.
Biały Wilk prychnął.
– Nadzieja matką głupich. – Odezwał się po raz pierwszy.
– Nadzieja umiera ostatnia. – Odparował ostro.
Po czym pierwszy od dłuższego czasu zasnął wtulony w bok siostry.
– Kocham cię, wiesz? – Zdążył jeszcze szepnąć.
– Wiem, śpij.

© Załoga Chartykasa