Tasheena

„Człowiek jest najmniej sobą, gdy mówi we własnym imieniu. Daj mu maskę, a powie Ci prawdę”

– Oskar Wilde

   „Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć… Um… To wszystko… Jego historia… On sam… Jest dziwny… ale zarazem… pociągający. Chciałabym go bliżej poznać. Ale narazie… Kierunek dom.”

     Tasheena była tym wszystkim lekko zdezorientowana, ale nie chciała narazie o tym myśleć. Wciąż była jedna niedokończona sprawa,
     – Hey! – zawołała do Białego Wilka. – Nie odpowiedziałeś mi na pytanie kim jesteś.
     – A czy to ważne? – odburknął.
     – Odpowiedz jak cię pytają -mruknął Sholo, przerywając na chwilę picie.
     – Sholo, daj spokój – zganiła go wilczyca. Wilczek rzucił jej oburzone spojrzenie, a Biały Wilk zaśmiał się cicho.
     – Naprawdę cię to ciekawi? – zapytał z niedowierzaniem, na co wilczyca pokiwała głową. – No dobrze. Pochodzę z Klanu Bloodrain, mającego swoją siedzibę po drugiej stronie Mglistych Gór. Nazwano mnie Serpentio, po moim dziadku, ale wraz z opuszczeniem klanu przestałem go używać i przyjąłem nowe – Biały Wilk.
     Na świat przyszedłem latem, osiemnaście lat temu. Zadowolona?
     – W pełni – przytaknęła.
     – A ty? Dlaczego tak piękna wilczyca wdaje się w walkę z kotołakiem?
     – Więc to był kotołak? – Tasheena udała, że nie usłyszała stwierdzenia „piękna” i opowiedziała mu historię z inicjacją.
     Sholo nieco się nudził, choć historia walki z kotołakiem była bardzo ciekawa.
     – Wracajmy do domu. – Przerwał im po jakimś czasie.
     – A wiesz, że to nie jest taki zły pomysł? – odparła. – Tylko… – zawahała się na chwilę – Biały Wilki,musisz iść z nami.
     – Po co?
     – No przecież ja jej nie zaniosę!- krzyknął Sholo. – Jestem od niej niemal o połowę mniejszy.
     – A – mruknął. Chyba, że tak.
     Po krótkiej naradzie ustalili, że wyruszą następnego ranka.

****

     – Gdzieście byli?! – zawołała oburzona Escalante, gdy tydzień później byli w domu. Sholo tylko warknął gniewnie w odpowiedzi i zaprowadził Białego Wilka w głąb jaskini. 

     – Jeszcze ma czelność się pytać!- warknął, a jego głos odbił się echem od ścian jaskini. Po chwili, ku zdziwieniu pozostałych – parsknął śmiechem.

     – Co cię tak śmieszy? – zapytała zaspana Tasheena.

     – Oburzenie w głosie matki brzmi dość nietypowo – wyszczerzył się do niej.

     – A no tak – mruknęła, kładąc głowę na karku Białego Wilka. Wilk drgnął tylko, czując jej delikatny dotyk.  Tasheena udała, że tego nie czuje.

      – Postaw mnie tutaj – mruknęła, gdy doszli do jej „posłania” – sterty siana, trawy i gałęzi ułożonych w owal.

      – Zostań z nią – polecił Sholo. Biały Wilk nic nie powiedział tylko położył się koło Tasheeny, która wtuliła głowę w jego bok i ponownie zasnęła. – Poszukam jakichś ziół i czegoś do jedzenia. Nie rozmawiaj z nikim prócz Tasheeny, dobra? – Wilk skinął głową. Sholo rozejrzał się jeszcze po jaskini i wybiegł.

****

    Biały Wilk, leżąc koło Tasheeny, rozmyślał o ostatnich dniach. Nie był przyzwyczajony do ciepła, ani dotyku.Nigdy nie miał własnego kąta, rodziny, ani przyjaciół. Czy teraz nagle wszystko miało się zmienić… na lepsze?

****

   Sholo węszył gorliwie, łażąc po całym lesie. Dotarło do niego, że szukanie ziół, to wcale nie jest takie proste zadanie.

     – Potrzebujesz pomocy? – Zza drzewa wyszła błękitno-czerwona wilczyca.

     – No… tak. Ale… nie wołałem nikogo.Skąd się tu wzięłaś?

     – Wołałeś. – Odparła cichym tajemniczym głosem.

     – Nie rozumiem. – Sholo zrezygnowany usiadł na trawie.

     – Zobaczy mnie tylko ten, kto potrzebuje pomocy, usłyszy tylko ten, kto usłyszeć pragnie – oznajmiła.

   – Mówisz zagadkami! – jęknął wilczek.

     – Niekoniecznie – zaprzeczyła.

     – No to mi to, z łaski swojej wytłumacz! – zawołał rozgniewany Sholo.

     – Szukałeś pomocy, prawda?

     – No… tak.. Ale nadal nie rozumiem skąd wiesz o mnie aż tyle! A w ogóle to kim ty jesteś?! – Sholo był tym tak wszystkim zdziwiony, że zupełnie zapomniał o dystansie do nieznajomych.

    – Mówiłam ci już, że usłyszy mnie…         

     – Ten co pragnie, a zobaczy tylko tek,kto potrzebuje pomocy. To już wiem – przerwał jej zdenerwowany. Niepokoiło go to, że wilczyca zachowywała stoicki spokój.

     Wilczyca nie odpowiedziała, patrzyła tylko na niego ze spokojem, świadoma jego rosnącej irytacji i troski. Czekała… Czekała aż wilczek w końcu zrozumie.

     Nagle chyba zrozumiał.

     Albo przynajmniej coś do niego dotarło.

     – Pomożesz mi? – zapytał, patrząc na nią z nadzieją.

     Wilczyca zamachała ogonem i odeszła, prowadząc za sobą Sholo.

****

    – Co tak długo? – mruknęła przez sen Tasheena.

     – Jak to: długo? – To nie był głos Sholo.

     – O. – Tasheena otworzyła oczy i spojrzała wprost w pozbawione wyrazu oczy Escalante. – Witaj, matko.

     – Przyniosłam wam coś do jedzenia. –Mówiąc „wam”, spojrzała nieufnie na Białego Wilka ten nie odwzajemnił jej spojrzenia, jego głowę zajmowały rozmyślania.

     – To… miło z twojej strony. – Tasheena zawahała się, jakby szukała właściwych słów.

     Nie trzeba być mądrym, ani nikim szczególnie bystrym, by wyczuć napięcie panujące w jaskini i zmianę. Tak. Nawet ślepiec wyczułby, że w obu wilczyca zaszła zmiana. W Sholo też, ale jako, że go tu nie ma, nie będziemy w to wnikać.

     Escalante w niewielkim stopniu przypominała teraz opanowaną i zamkniętą w sobie wilczycę, którą była kiedyś. Owszem, może i nie zmieniła się z wygląda – wciąż była czarna w nietypowe białe znaczenia. Wciąż miała te same intensywnie niebieskie oczy, przy których widniał ten sam znak Klanu Uchi. Wciąż patrzyła tym samym, poważnym i opanowanym wzrokiem…

     Na tym kończyły się podobieństwa…

     Puszczenie tej szalonej wilczycy, którą nazywała swoją córką sprawiło, że poczuła uczucia, o których istnieniu dotąd nie miała pojęcia. Po raz pierwszy poczuła paraliżujący strach, sprawiający, że jej działania wydały się irracjonalne i sprzeczne z jakąkolwiek moralnością.

     Górę wzięło też uczucie niewiedzy. Escalante nagle uświadomiła sobie gorzką prawdę, dokładnie w chwili, gdy Sholo wykrzyczał jej w pysk, że jej działania są chore. Nic nie wiedziała o swoich dzieciach.

     Dotąd była przekonana, że zna je na tyle dobrze, by zrozumieć ich działanie. Ale chaotyczne myślenie Tasheeny i reakcja Sholo na jej zachowanie uświadomiły ją w jak wielkim była błędzie.

     – Przepraszam – odezwała się po jakimś czasie. Tasheena zdziwiona oderwała się od zajęcego mięsa, patrząc w jasnoniebieskie oczy matki.

     – Za co?

     – Za niezrozumienie. – Teraz i Biały Wilk spoglądał na Escalante z niemałym zdziwieniem.

     – Nie mnie to powiedz, tylko jemu. – Tasheena przeniosła wzrok z matki na postać wilka stojącego u wejścia jaskini.

****

    – Jak mam ci dziękować? – Sholo popatrzył na nieznajomą wilczycę.

     – Opowiedz mi coś o sobie.

     Sholo posłał jej zdumione spojrzenie i już otwierał pyszczek, gdy coś mu się przypomniało.

     – Nie – zaprzeczył. – Najpierw ty mi opowiedz mi coś o sobie.

     Wilczyca zaśmiała się…

     – Dobry ruch.

     … po czym od razu spoważniała.

     – Mojego imienia nie poznasz, bo go nie mam, nigdy nie miałam. Wyglądam niezwykle,to fakt, ale uwierz mi, że w moich stronach nikt nie jest „zwykły”. Pochodzę ze starego klanu Bluedream, ale nie o tym teraz mowa.

     Pomagam tym, którzy tej pomocy potrzebują. Często wogóle nawet nie wiedzą, że ktoś im pomógł, uważają, że to przypadek, że przydarzyło im się coś, o czym myśleli.

     – Ale pokazuję się tylko tym, którzy na to zasługują, bo pragnienie to nie wszystko.

     Na tym zakończyła swoją krótką wypowiedź, Sholo nic już nie powiedział, tylko spełnił jej prośbę i zaczął opowiadać o sobie.

     Gdy skończył, powiedziała tylko:

     Chodź ze mną.

****

   A teraz stał jak skamieniały, w uszachsłyszał wciąż ich dialog

   – Przepraszam

   – Za co?

   – Za niezrozumienie.

   „Za niezrozumienie. Za niezrozumienie.Za niezrozumienie.” – te dwa słowa huczały mu w głowie.

   Escalante odwróciła się w jego stronę. Zauważyła niedowierzanie w oczach syna, sama zresztą wiedziała, że słowo „przepraszam” to nie jej styl. Ona NIGDY nie przepraszała. No ale każdy musi się w końcu zmienić.

   – Przepraszam – powtórzyła.

   Jej słowa były szczere. Była szczęśliwa, że nie musi już okłamywać dzieci. Ale nagle sobie przypomniała, że Sholo wciąż nie ma pojęcia o istnieniu swojego starszego brata. Ale tym nie musiała się za bardzo martwić. „Wszystko w swoim czasie, matko”, powiedział je jniegdyś Zehn, „ujawnię się, gdy będą gotowi. Gdy wszyscy będziemy gotowi.”

****

  Ślepa wilczyca stała w lekkim oddaleniu od tego wszystkiego, analizując wszystko dookoła – wyczuła zszokowanie małego Sholo, zakłopotanie Escalante, lekką dezorientacje Tasheeny, pulsujący gniew Białego Wilka i dziwny spokój Zehna.

  Instynktownie wiedziała, że każdemu z nich może zaufać. Nie wiedziała skąd, ale wyczuwała też, że ostatni wilk nie chce się ujawnić, nie teraz, nie w tym czasie.

   – Mamy gościa – odezwała się nagle Tasheena, patrząc dokładnie w miejsce, w którym stała wilczyca.

   – To ciekawe. Wyczuwasz mnie, choć mnie nie widzisz.

    – Escalante i Biały Wilk patrzyli zdziwieni na Tasheenę. Tylko Sholo i Zehn słyszeli prócz niej głos Ślepej Wilczycy.

    – Wyczuwam też, że sporo o nas. Wiem, że jesteś niewidoma, że nie masz złych zamiarów… Mam wymieniać dalej?

    – Jesteś niezwykła, Tasheeno z Klanu Uchi. – te słowa usłyszeli wszyscy; wszyscy spojrzeli zdziwieni na Sholo.

    – Co? – burknął młody wilczek.

    Wilczyca roześmiała się głośno. Wilki spojrzały na nią z dużym zdziwieniem. Tasheena spojrzała nią z niesmakiem, po czym położyła głowę na Łaby.

    – Mnie to już chyba nic nie zadziwi –jęknęła głośno.

    – Zadziwi cię, oj zadziwi – powiedziała jeszcze wilczyca, po czym rozpłynęła się w powietrzu.

© Załoga Chartykasa