Tasheena

 

„Nie zatrzymuj wilków, bo jest ich coraz mniej”
– Młode Wilki II

   „Każdy następny dzień jest coraz dziwniejszy, coraz bardziej zakręcony. Każdego dnia, no… może prawie każdego… dowiaduję się czegoś nowego. . Opowiadając wam to wszystko, na nowo przeżywam wszystkie emocje i niekiedy się trochę… zapominam? To dla mnie też w gruncie rzeczy jest nowość… po takim czasie wszystko sobie przypominać. Pamiętam rozmowę z Zehn’em, po której uświadomiłam sobie, że w raz z inicjacją rozpoczęłam nowy rozdział życia…”

   Kiedy Ślepa Wilczyca zniknęłam, Sholo, Tasheena i Biały Wilk, wciąż nieco zdziwieni, zabrali się za mięso przyniesione przez Escalante. A sama Escalante… No cóż, po prostu wyszła z jaskini.
– Jak ty ją poznałeś? – spytała nagle Tasheena.
– Chogo? – Do Sholo nigdy nie docierało, że nie gada się z pełnym pyskiem.
– Te niebieską wilczycę – wtrącił się Biały Wilk.
– Spotkałem ją podczas szukania ziół…
– Opowiadaj.
Więc wilczek opowiedział im historię spotkania ze Ślepą Wilczycą.
– Nie wiem tylko dlaczego odeszła.
– Ja też nie wiem, Sholo. Idź na zewnątrz, świeże powietrze dobrze ci zrobi.
– Tak… Może masz rację… – mruknął, po czym wyszedł.

****

   – Gdzie idziesz? – Biały Wilk popatrzył uważnie na wstającą Tasheenę.
– Porozmawiać z bratem.
– Odeszła kilkanaście kroków w głąb jaskini.
– Idziesz ze mną?
Biały Wilk spojrzał na nią niepewnie, po czym podniósł się. I tak nie miał kompletnie nic do roboty.
Szli dłuższy kawałek. Biały Wilk patrzył z niemałym zdziwieniem na ściany jaskini. W części, gdzie mieszkała Tasheena były ciemnozielone, a teraz przechodziły stopniowo w diamentowy błękit, by w końcu zatrzymać się na lazurowym błękicie greckiego nieba.
Nie zauważył, że doszli już na miejsce i wpadł na siedzącą Tasheenę. żadne z nich nic nie powiedziało.
– Bardzo się zmieniłaś od naszej ostatniej rozmowy.
Jego wzrok padł na dużego, czarnego wilka, leżącego w kącie. Z wrażenia aż położył się na ziemi i szeroko rozłożył łapy. Końcówki uszu tego wilka również były białe, miał także białą pierś, podbrzusze i białe znaczenia na pysku, tylnych łapach oraz pojedynczą łatkę na ogonie.
Był doprawdy niezwykły – potężny, ale jednocześnie delikatnej budowy. Bardzo… futrzasty, chyba tak można było określić tę masę gęstej sierści. Ale oczy miał bystre, kolorem zbliżone do koloru ścian. Gdyby nie mała szara plamka, nadająca mu wrażenie starego w młodym ciele.
– Może…. Sama nie jestem pewna…
– Zanim coś powiesz – przerwał jej wilk – opowiedz mi kilka ostatnich tygodni. Coś czuję, że do nudnych to one nie należały.
Więc Tasheena opowiedziała mu wszystko to, co już zdążyłam tu opisać. Dla Białego Wilka większość wcale nie była ciekawa – znał to. Za to bardzo zaciekawiły go części, gdy mówiła o swych uczuciach.
Nie miał zresztą pojęcia, że tak to przezywała. Mało wiedział o uczuciach, znam tylko te, które sam zdążył poznać. Nie było ich wiele.
Nie były też najweselsze.
– Miałem rację – wyszczerzył kły wilk. – Była nawet bardzo ciekawie.
– Może z twojej perspektywy – mruknęła.
– Widzisz, każdy się kiedyś zmienia…
– Ty znowu o tym?
– Nie przerywaj, co? Jak już mówiłem zmiany dopadają kiedyś każdego z nas. Uświadamiamy je sobie, gdy pewnego dnia dochodzi do nas, że nic już nie będzie takie samo jak kiedyś.
– O cholera – wyrwało się Tasheenie.
– Tash, do licha! Czy ty zawsze musisz się wtrącać? Na czym skończyłem? Acha… Te zmiany nie zawsze są dla nas dobre, nie zawsze też dotyczą nas samych. Widzę, że nie rozumiesz mnie. Więc spój na to przez przykład.
To jest… na przykład twój Towarzysz nabrał dużego doświadczenia w walce, zmieniło to pewnie jego nastawienie do innych wilków i zostawiło ślad w kształcie blizn na ciele. Mam rację? – zapytał, ale nie czekał na odpowiedź, mówił dalej. – Z kolei ty przeżyłaś tylko jedną walkę jednak zmieniła ona twoje nastawienie do obcych. Zapytasz po czym widzę? Myślisz inaczej. Patrzysz inaczej. Chodzisz twardo po ziemi. Chyba nie muszę wymieniać dalej, prawda?
Oboje zamilkli.

****

   Tak krótko ją znał, a już zdążył przejrzeć ją na wylot. „Jakim cudem?”, myślała intensywnie, wbijając wzrok we własne łapy. „Jestem tak przewidywalna, łatwo do rozgryzienia, czy to przez moje opowieści? Tak dużo mu opowiedziałam… Czy odgadł też inne rzeczy? O nie… oby nie…”

****

   Ledwo go zobaczył, rzucił okiem na blizny i od razu wiedział, że walki z innymi wilkami oraz trudne życie nauczyło go nieufności do każdej istoty, która poruszała się na dwóch, bądź czterech łapach.
„To mądrość, instynkt, coś zupełnie innego, czy wszystko razem? Czy domyślał się tez innych rzeczy?”
Był zupełnie skołowany.

****

   On sobie doskonale z tego zdawał sprawę. Wiedział, że jego słowa totalnie ich zaskoczyły, przewidział taką reakcję. Był młody – to fakt, raptem o rok starszy od Białego Wilka – ale niezwykle mądry. Został obarczony mądrością, której mógłby mu pozazdrościć niejeden stary wilk.
Sam nie wiedział dlaczego wybrali akurat jego, ale był im bardzo wdzięczny i zamierzał tę wiedzę wykorzystać.
Znał tajemnicę każdego z nich, nie miał pewności, czy sami to odkryją. Znał też rzeczy, od których sierść jeżyła mu się na grzbiecie. teraz był czas, aby je wyjawić. A Tasheena była idealną i jedyną osobą, która mogłaby sobie z tym poradzić…

****

   – Mam pytanie – odezwała się nagle Tasheena. – Wiesz coś na temat czewonookiej niebieskiej wilczycy? Tej, o której ci mówiłam.
– Ślepej Wilczycy?
– Właśnie.
– Sporo słyszałem – zastanowił się. – Ale też sam ją kilka lat temu spotkałem.
Biały Wilk i Tasheena jednocześnie podnieśli głowy i spojrzeli na niego z ciekawością.
– Było to pewnej jesieni, byłem chyba w twoim wieku – spojrzał na Tasheenę. – Zaufałem instynktowi… i spadłem ze skarpy. Gdyby się wtedy nie pojawiła i mi nie pomogła, to by chyba było po mnie…
Długo się z nią potem nie widziałem, ale pewnego dnia pojawiła się znów. Nie wiem dlaczego, nie wołałem jej.
Nauczyła mnie wielu rzeczy. Wiele też mi opowiedziała. Sam nie pozostałem jej dłużny. Na sam koniec powiedziała coś, co pewnie już znacie.
– Jesteś niezwykłym wilkiem. Zapamiętaj to, co ci powiedziałam i zrób z tego mądry użytek.
I zamilkł po czym dodał:
– Ale to tylko skrócona wersja.

****

   Zastanawiał się jak niby miał jej to powiedzieć. Zdawał sobie sprawę, że to tylko kwestia czasu – lat, miesięcy, tygodni? – tego już niestety nie mógł wiedzieć.
– Nie wiem, czy będziemy jeszcze mieli okazję porozmawiać… – zaczął powoli.
– Życie jest ciężkie – odparła beznamiętnie.
– Nic nie rozumiesz! – rozzłościł się.
– No to mi wytłumacz! – Spojrzała na niego z nagłą złością.
– Od czterech miesięcy nie jestem w stanie opuścić tej cholernej jaskini. Podczas jednej z wędrówek natknąłem się na dwa wilki. Chociaż z czystym sercem stwierdzam, że to były demony, nie wilki. Czarny i czerwony…
– Czarny? – Biały Wilk zadrżał. – Słyszałeś przypadkiem jego imię?
– Nie wiem, czy to na pewno jego imię, ale pamiętam, że odwrócił się, gdy ten drugi zawołał: „Hex”.
Wilk wydał z siebie głuche warknięcie. Zehn popatrzył na niego zdziwiony. Nie spodziewał się tak dziwnej reakcji.
– Znasz go?
– Niestety tak – odparł cierpko. – To mój… brat – wydusił z siebie z obrzydzeniem i nienawiścią.
– Jak go kiedyś spotkacie, to pozdrówcie ode mnie, co? – zapytał, śmiejąc się niemalże, lecz w jego głosie dało wyczuć się ironię.
– Tasheena i Biały Wilk spojrzeli na siebie.
– Jak to: My – odezwała się Tasheena. – A co z tobą?
– Wiedziałem, że w końcu zadasz to pytanie – westchnął. Nagle poczuł się zmęczony. Jak nigdy ciężar wiedzy spoczywającej na jego jakże młodych barkach. Wielokrotnie zadał sobie pytanie: „Dlaczego ja? Dlaczego akurat ja”, lecz nigdy nie otrzymał na nie odpowiedzi.
Bał się – to zrozumiałe. Przerażała go wizja powiedzenie im tego. Bał się od samego początku, bo wiedział, że taka wiedza była niebezpieczna i łączyła się z niezwykle ogromną odpowiedzialnością.
– Zehn? – Z rozmyślań wyrwał go głos Tasheeny. – Wszystko w porządku?
– Tak, przepraszam. Po prostu… myślałem o kilku sprawach. Wiem, że zastanawia was dlaczego to wy macie „pozdrowić” tę diabelską dwójkę, a nie ja. Ale mnie już wtedy nie będzie. Demoniasty miał w swoim ogonie jakąś truciznę. – zupełnie jak nasze malutkie skipy – tyle, że o wiele mocniejszą i niestety śmiertelną.
Pomiędzy nami wywiązała się walka. Po jakimś czasie zrozumiałem, że zaatakowali mnie, by wstrzyknąć te truciznę, bo przestali, gdy tylko zobaczyli głęboką ranę na moim boku.
– Trucizna zaczęła po jakimś czasie z wolna paraliżować moje ciało. Już teraz moje łapy, ogon i prawie cały tułów są sparaliżowane. Niedługo nie będę mógł ruszać głową, ani jeść, a w końcu stanie i moje serce. Albo prędzej umrę z głodu…
– Nie możesz! – krzyknęła nagle Tash. W jej zielonych oczach błyszczały niechciane łzy, a w głosie czaiły się ból, smutek i złość. – Tak krótko cię znam! tak mało o tobie wiem… dlaczego? – głos jej się załamał, nie była w stanie, by coś jeszcze dodać.
– Może tego nie wiesz, bądź nie pamiętasz – Zehn spojrzał na nią ciepło – ale zawsze byłem blisko, gdy tego potrzebowałaś.
– Jak to?
– W swoim czasie mieszkałem trochę bliżej i słuchałem każdego twojego szeptu. Pomagałem ci, byś wyrosła na dobrą i mądrą wilczycę, przesyłałem dobre rady przez matkę lub ojca.
– Tak? To dlatego nigdy mi nic o tobie nie powiedzieli? – gniew powrócił – Dlaczego cię ukrywali i nie pozwolili mi sie zbliżyć?
– Bo ja im tak kazałem. Nie chciałem się ujawniać, czekałem na właściwy moment, ale…
– Ale sama cię znalazłam?
– Dokładnie.

****

    – Coś cię gryzie, prawda? – zapytał Zehn’a Biały Wilk.
Zehn nie spojrzał na nich, westchnął głęboko i skinął głową.
– Jeszcze coś? – Tasheena spojrzała na niego z niedowierzaniem. – Mów, bo gorzej już być chyba nie może.
– Niestety może… Klan Uchi wymiera, Tasheeno.
– CO?! – krzyknęła. Zachwiała się u upadła na Białego Wilka. Jej głowa wylądowała na jego barkach. Wtuliła się w jego kark. – Jak to?
– Nasza rodzina jest ostatnią, jeśli chodzi o nasz klan. Wielka Wojna w ubiegłym stuleciu wyniszczyła nasz, a także inne klany. Niektóre wymarły, w innych zostały tylko pojedyncze rodziny.
– Jedne się podniosły i odbudowały swoją potęgę, niektóre wogóle nie brały udział w bitwie, a inne próbowały, lecz było ich zbyt mało. Do tych ostatnich należy nasz klan.
– Ale dlaczego? – Tash nie mogła uwierzyć w to co słyszy. – Po co mi to wszystko mówisz?
– Bo w tobie cała nasza nadzieja, Moja Mała. W tobie i Sholo. Musisz pamiętać, że klan dziedziczy się w linii płci – z ojca na syna, z matki na córkę. Innej możliwości nie ma.
Tash bezradnie zwiesiła głowę. Analizowała to, co właśnie usłyszała.

 ****

    Tasheena zmieniła się chyba najbardziej ze wszystkich. Wciąż była marzyciele i buntownikiem, ale w mniejszym stopniu niż kiedyś. Pełnia napawała ją teraz strachem, a nie nadzieją na lepsze jutro.
Wyrosła, stała się dojrzalsza i bardziej odpowiedzialna. Potrafiła zadbać o siebie, ale nigdy nie zapominała o innych.
Wyraz jej pięknych, zielonych oczu także się zmienił – nie patrzyła już rozkojarzonym wzrokiem młodego i niedoświadczonego wilka, ale spojrzenie miała radosne i spokojne, nie bała się jutrzejszego dnia.
Nawet jej sierść wydawała się bujniejsza i gęstsza, jakby podkreślała jej piękno. Stawała się coraz bardziej podobna do matki, ale jednocześnie była zupełnie inna. Można by powiedzieć, że są jak ogień i woda, choć z pewnymi cechami wspólnymi.
Ktoś, kto nie widziałby jej przez kilka miesięcy, zupełnie by jej nie poznał. Wkroczyła w zupełnie nowy wiek.
Już nie była szczeniakiem.
Była młodym wilkiem.

****

    – Co mam zrobić? – Tasheena podniosła głowę i spojrzała w oczy Zehna ponad czubkiem głowy białego towarzysza.
– Ja… – Zehn wyraźnie się wahał. – Wiem dokładnie, ale nie mogę ci tego powiedzieć, przykro mi.
W jego głosie wyczuła przygnębienie i żal, w oczacg dostrzegła smutek i jakby złość.
– Dlaczego?
– Bo niektóre odpowiedzi trzeba znaleźć samemu. Byłabyś zadowolona, gdyby ktoś wszystkie odpowiedzi podsuwał ci pod sam nos?
– Nie wiem… Boję się – dodała po chwili.
– Wiem, Tash – westchnął Zehn. – Ale czymże byłoby życie bez odrobiny strachu? Powiem ci jeszcze, ze twój biały towarzysz powinien pójść z tobą.
– Jaka w tym moja rola? – odparł zdziwiony wyżej wymieniony.
– Nie mnie się pytaj. Tak mi podpowiada serce.
– Serce?
– Tash wytłumacz mu to kiedyś, okey?
– Jasne.
– To chyba nasze ostatnie spotkanie, wiesz? – spytał ciepło Zehn.
Tasheena w odpowiedzi wstała i mocno wtuliła się w brata.
– Kocham cię – szepnęła mu do ucha.
– Ja ciebie też. Zawołasz Sholo? – dodał po chwili.
Skinęła głową.
– Miło cię było poznać, Biały Wilku z Klanu Bloodrain. – Skinął głową do wilka. Ten odwzajemnił gest, a w jego oczach czaiło się zaufanie i podziw. – Zaopiekuj się moją siostrą.
– Możesz na mnie liczyć.
– Po czym odeszli.
Jedno smutne, bo na jego barkach spoczywał los klanu.
Drugie szczęśliwe, bo w końcu coś zrozumiało.

© Załoga Chartykasa