Tasheena

Czas, to twoje życie, a życie trzeba szanować.
– Anonim.

   „Zehn nie żyje. Zmarł miesiąc po tym, jak ze sobą rozmawialiśmy. Tęsknię za nim, Sholo chyba też, bo mało się odzywa. Nie mam pojęcia, o czym rozmawiał z Zehn’em. Wiem tylko tyle, że nasze marzenia się spełnią. Tak powiedział, gdy przyszedł. Kiedy zapytałam do jakie marzenia, odparł tylko, że te najważniejsze. Później się już prawie nie odzywał. Zamknął się w sobie. Boję się, że się od siebie oddalamy.”

   Więź pomiędzy Tasheeną i Sholo nie była już tak silna jak kiedyś. Wilczyca próbowała rozmawiać, pocieszać, namawiała do zabawy, ale brat zawsze odpowiadał tak samo: patrzył na nią bez emocji i kręcił przecząco głową.
Nic się nie dało zrobić.
Pomimo tego, że minęły już dwa długie miesiące, to niewiele się zmieniło.
Tasheena powoli dochodziła do siebie, rana na brzuchu zagoiła się całkowicie, została po niej tylko podłużna blizna. Odzyskała już prawie w pełni formę, znów wesoło biegała po okolicznych łąkach. A jako, że Sholo nie miał ochoty, ścigała się z Białym Wilkiem.
Te wspólne wyścigi pozwalały im zapomnieć o rozmowie z Zehn’em i choć na moment poczuć beztroskę.
Biały Wilk powoli przełamywał strach i nieufność. Zaprzyjaźnił się z rodziną Tasheeny i z nią samą. W jego ciemnoniebieskich oczach po raz pierwszy od ponad dziesięciu lat zawitała radość. Poznał na nowo otaczający go świat. Tasheena i Escalante cierpliwie odpowiadały mu na pytania, Adeenah uczył go prawidłowego skradania się i różnych technik polowania, a Sholo cierpliwie wysłuchiwał, gdy ten tego potrzebował.
Całkowicie się zmienił, ale wciąż był bardzo nieufny i do każdej nowej rzeczy odnosił się z dystansem.
Teraz, gdy Zehn zmarł, Biały Wilk coś sobie przypomniał.
– Tasheeno – zwrócił się do wilczycy – pamiętasz, co mówił Zehn?
– Hm? – Wilczyca wyrwała się z zamyślenia. – Nie bardzo – westchnęła. – Tak dużo się ostatnio dzieje.
Podniosła głowę, wpierw spoglądając na Białego Wilka, a później na błękitne niebo.
– A co mówił?
– Poprosił cię, byś mi kiedyś wytłumaczyła, co to jest głos serca…
– Głos serca? – powtórzyła machinalnie.
Wydawała się… zaspana. Albo kompletnie nieobecna; tak jakby myślami krążyła kilkaset kilometrów stąd. Patrzyła jeszcze przez jakiś czas przed siebie, po czym gwałtownie potrząsnęła głową. Spojrzała wilkowi w oczy.
– Nie potrafię ci tego wytłumaczyć.
– Jak to?
– Po prostu. Tego nie da się tak po prostu wytłumaczyć. Nie wszystko można otrzymać tak po prostu się o to pytając lub prosić. Niektóre rzeczy przychodzą z czasem, innych dowiedzieć się musisz sam.
– Rozumiem – mruknął. – Ale możesz mi chociaż wytłumaczyć po co ten głos jest?
– A ma to jakiś sens?
Biały Wilk spojrzał na nią krytycznie.
Tasheena z trudem wytrzymała to spojrzenie.
– Problem polega na tym, że to nie jest wcale takie proste – przełamała się. – Próbowałeś kiedyś wytłumaczyć komuś coś, o czym sam masz mgliste pojęcie?
– Nie miałem komu – szepnął głucho.

****

   – To mi się nie podoba.
W głosie Escalante dało się wyczuć niepokój, a także dziwną pewność; już od pewnego czasu przypuszczała, że tak będzie.
– Nic nie trwa wiecznie – odparł Adeenah.
Oboje siedzieli na skale obok jaskini. Niepokoiło ich zachowanie młodych wilków. Faktem jest, że nigdy nie byli zbyt blisko siebie, ale teraz jeszcze bardziej się od siebie oddalili.
Tasheena nigdy nie była taka spokojna, ani opanowana; zawsze znajdowało się coś, co potrafiło wyprowadzić ją z równowagi. Czyżby inicjacja zmieniła ją bardziej, niż przewidywała?
A gdzie się podział ten mały Sholo, tak ubóstwiający siostrę? teraz widziała tylko zamkniętego w sobie wilka, tępo patrzącego przed siebie.
Nawet nie zauważyła, kiedy jej dzieci nagle wydoroślały…

****

   Sholo zastanawiał się jak długo jeszcze wytrzyma tę cholerną bezczynność. Nie był głupi, doskonale rozumiał to, co Zehn próbował im przekazać. Nie rozumiał natomiast dlaczego Tasheena tak długo zwleka.
Westchnął głęboko.
Dotarło do niego już kilka dni temu, że nic już nigdy nie będzie takie samo…. Nic…
Jeszcze raz westchnął i wstał. Wolnym krokiem podszedł do odpoczywającej Tasheeny.
– Jak długo to jeszcze będzie trwało?
Wilczyca spojrzała na niego zbita z tropu. Zdziwiła ją nie tylko jego obecność, ale i dziwna szorstkość w głosie.
– Co będzie trwało?
– Ta cała bezczynność! – wybuchnął nagle. – Długo masz zamiar jeszcze leniuchować?!
Sholo był zaskoczony swoim zachowaniem. Po oczach siostry poznał, że ona też.
– Jaka znów bezczynność?! To ty całymi dniami leżysz i gapisz się przed siebie, jakby squity wyżarły ci mózg!
– Tasheena ma rację – wtrącił Biały Wilk. – Poza tym wcale nie leniuchowaliśmy, tylko obmyślaliśmy plany. Naprwadę myślisz, że wyruszylibyśmy gdziekolwiek słabi, poranieni i bez planu? Myślałem, że jesteś inny.
Biały Wilk patrzył na niego ze złością. Jego dawna, pulsująca nienawiść nie zniknęła, lecz wilkom z Klanu Uchi udało się ją lekko… przytemperować.. teraz odezwała się na nowo, choć w lżejszej postaci gniewu.
– Ja… Ja nie wiedziałem – wyjąkał jednym tchem Sholo.
Cała determinacja nagle zniknęła, jak gdyby ktoś ostudził go, wrzucając do lodowato zimnej wody.
Patrzył na nich bezradnie.
– Odejdź – warknęła nagle Tasheena.
– Co…? – W spojrzeniu wilczka dostrzegli bezbrzeżne zdumienie.
– Odejdź – warknęła ponownie.
Sholo spojrzał na nią. W jego spojrzeniu pojawiła się bezradność.

****

   Tasheena zauważyła zdziwione spojrzenie Białego Wilka.
– Co?
– Czemu zareagowałaś tak ostro?
– Nie wiem. – Wilczyca jakby skurczyła się w sobie. – Chyba tak jak Sholo mam już dość tej całej bezczynności. Może powinniśmy wyruszać?
Zdziwienie Białego Wilka jeszcze się pogłębiło.
– Wyruszyć? – powtórzył głucho. – Po co?
– Po odpowiedzi.
Zapadła między nimi cisza. W oczach Tasheeny odbijała się niepewność. Nie wiedzieć kiedy, nagle wszystko spadło na jej młode barki. Nie wiedziała, czy dobrze robi, ta „wyprawa”, to było istne szaleństwo. Żadne z nich nie znało całej Krainy Czterech Żywiołów. Każde znało inny jej zakątek, lecz czy to wystarczy, by przetrwać?
Na dodatek nie mieli pojęcia, po co niby mieliby wyruszać. Tasheena stwierdziła, że po odpowiedz. Faktem jest, że Zehn zbyt wiele im nie wyjaśnił. Po rozmowie z nim w głowach wilków pojawiło się kilka odpowiedzi, ale i mnóstwo pytań.
Jednego byli jednak pewni – ta niepewność ich zabije.
„I jeszcze do tego ten głos serca. Jak mu to wytłumaczyć?…”
Jej rozmyślania coś przerwało. Czuła, że ktoś się w nią wpatruje. Podniosła głowę i napotkała zaciekawiony wzrok białego przyjaciela. Posłała mu zdziwione spojrzenie.
– Właśnie zdałem sobie sprawę, że już od jakiegoś czasu coś szepcze mi, że mogę ci bezgranicznie ufać. Czy to jest ten głos serca?
– Któż wie? – Na chwilę odpłynęła gdzieś myślami.
„Bynajmniej jedno się wyjaśniło.
– Ale myślę, a raczej jestem tego pewna, że tak – dodała łagodnie.

****

   – Matko? – Tasheena nieśmiało podeszła do rodziny. – Ojcze? Możemy porozmawiać?
Oboje spojrzeli na nią wyczekująco, matka z dziwną obojętnością, a ojciec ze zwyczajną agresją.
– Rozmawialiśmy z Zehnem – ja, Sholo i Biały Wilk. Postanowiliśmy opuścić dolinę i udać się w poszukiwaniu odpowiedzi po całej krainie…
– Jesteście pewni swoich działaś? – Weszła jej w zdanie Escalante.
– Tak – odparła bez wahania.
– Zdajesz sobie ze wszystkiego sprawę?
– Wiem, że możemy nigdy nie wrócić. Że każde z nas może zginąć. Że możemy znaleźć sobie wrogów, narazić się na złość innych klanów. Że nie znajdziemy tego, czego szukamy. Że się zawiedziemy. Tak, matko, zdajemy sobie z tego sprawę
Stara wilczyca westchnęła głośno. Adeenah pozostał bez ruchu.
– Ale jest też druga strona. Ani lepsza, ani gorsza. – Zaczerpnęła głęboko tchu. Jak dotąd jeszcze nikomu o tym nie mówiła, ale wiele myślała na ten temat. – Jeśli wyruszymy, możemy znaleźć wiele potrzebnych wskazówek. Może staniemy się lepsi? Tego nie wiem, ale mam przeczucie, że się nam uda. Że znajdziemy to, czego szukamy. Że ta podróż, to nie jest tylko kaprys, lecz coś, co jest warte największego poświęcenia.
– Dlaczego? – Adeenah odezwał się po raz pierwszy. Słowa córki z deka go zaskoczyły.
Tasheena odważnie spojrzała im w oczy.
– Jeżeli nie wyruszymy, Klan Uchu upadnie.

© Załoga Chartykasa