Tasheena

 

   „To było jak jeden z tych dziwnych snów, w którym stajesz się nagle odważny, mądry, wręcz idealny. Tak się czułam po rozmowie z rodzicami. Nagle stałam się kimś innym – zniknęła buntowniczość i nieśmiałość. Zastąpiły ją pewność siebie i doświadczenie. Dorosłam. Ale nie tylko ja się zmieniłam. Ojciec zaprowadził mnie do Rady Starszych. Nie wiedziałam po co…

   Po jej słowach zapadła długa cisza, niezmącona nawet przez wiatr. Jakby wszystko zamilkło w oczekiwaniu na następny ruch – nie szumiał wiatr, nie śpiewały ptaki.
Adeenah i Escalante wymienili spojrzenia mówiące: „Mieliśmy rację”. Padły słowa „Rada Starszych” i po chwili Tasheena była prowadzone pod stare drzewo na środek równiny Diem.

****

   – Co się dzieje? – Widok obojga rodziców był dla młodego wilka dośc niezwykły. W dodatku ta powaga w ich oczach… Tu zdecydowanie się coś działo…
– Czy wiesz kim jest Rada Starszych? – zapytała go matka.
– Co proszę? – Zdziwienie Sholo było jak najbardziej szczere. Nigdy nie słyszał tych dwóch słów.
– Rada Starszych, to pięć najstarszych wilków Krainy Czterech Żywiołów – Akelin władająca powietrzem, Wedee władający wodą, Foren władający ogniem, Eileen, władająca ziemią i Hayan,  posiadająca niesamowite pokłady nadziei. Są władcami i stwórcami krainy, a w dodatku ją ochraniają. raz na jeden sezon organizują spotkanie, na którym gromadzą się wszystkie wilki krainy…
– Mamo, co się dzieje? – W głosie Sholo słychać było strach.
– Choć ze mną.

****

   Wszędzie było pełno wilków. Rozmieściły się na całej równinie Diem. Tasheena wraz z rodziną zajęła miejsce dość blisko skał, na których siedziało pięć wilków. każdy dość niesamowity, by pomyśleć, że to tylko sen.
Na samym środku siedział największy z wilków – rudobrązowy z mocno potarganą sierścią i blizną na piersi, łudząco podobną do śladu pozostawionego przez pazury ogromnego kota. A może tak było naprawdę?
Po jego lewej stronie usadowiła się wilczyca o sierści niebieskiej jak woda w jeziorze. Bystre oczy okalały teren. Tasheena mogłaby przysiąc, że przez chwilę jej spojrzenie spoczęło na niej, ale mogła się mylić.
Po lewej stronie wilka Tash dostrzegła wilczycę granatową niczym noc. Nie patrzyła ona, tak jak reszta, na zgromadzonych, ale gdzieś w niebo. „Jakby czegoś szukała”, przemknęło przez głowę młodej wilczycy. jej futro było niezwykle bujne. Ona sama sprawiała wrażenie niezwykłej – było w niej coś, co podnosiło na duchu.
Dalej po bokach siedziały jeszcze dwa wilki. Jasnozielona, jak świorzo wyrośnięta trawa wilczyca i śnieżnobiały wilk z łębitną łata na głowie. Oba były niezwykle drobne i wyglądały na zwinne.
W pewnym momencie rudy wilk wstał i zawył. Jego głos przenikał do głębi. Sprawił, że wszystkie wilki nagle zamilkły i zwróciły głowy w jego stronę.
– Przyjaciele – rzekł, a jego głos rozległ się na całej polanie. Jak na tak potężnego wilka, głos miał niezwykle spokojny i łagodny.  – W ostatnim czasie wiele się zmieniło. Najważniejsze jest jednak to, że straciliśmy jednego z naszych najbardziej zaufanych sprzemierzeńców – Zehna z Klanu Uchi…
Tasheena drgnęła.
-…wilka niezwykle dzielnego i obdarzonego niezwykłą wiedzą… Jego śmierć nie była daremna… Uczcijmy go…
Tasheena drżała z wściekłości. Nie słuchała. Jakim prawem ten stary wilk śmie tak mówić o Zehnie?! Zerwała się z miejsca.
– Dosyć! – krzyknęła. Nie zwracała uwagi na wpatrzone w nią oczy wilków, w tym oburzone spojrzenie własnej matki. Cały sówj gniew skierowała na rudego wilka. – Może i ciało Zehn’a umarło, ale on sam żyje! Będzie żył dopóki przetrwa pamięć o nim! Nie tylko on. Każdy z naszych bliskich będzie żył tak długo, dopóki będziemy o nim pamiętać! Chyba nie wierzycie w te bzdury?!
W międzyczasie obróciła się przodem do zgromadzonych wilków, a później z powrotem w stronę piątki starszych wilków. Dyszała, a sierść na jej karku była mocno najeżona.
– Jak się nazywasz, moje dziecko? – rozległ się szeleszczący głos granatowej wilczycy. Miało się wrażenie, że płynie on wraz z twoimi myślami. To pytanie na chwilę zbiło z tropu Tasheenę, ale szybko przywołała dawną pewnośc siebie.
– Nazywam się Tasheena i pochodzę z Klanu Uchi – odparła głośno i wyraźnie.
– Jesteś doprawdy niezwykła – odezwał się niebieski wilk.
– I bezczelna – dorzucił biały.
– Moją niezwykłość potwierdził Zehn i Ślepa Wilczyca. Nie śmiem przeczyć. – W jakiś sposób wyczuła, że te słowa jej pomogą.
– Pochwaliła cię Ślepa Wilczyca? – Zielona wilczyca odezwała się po raz pierwszy i to z niemałym szacunkiem. – W takim razie naprawdę coś w tobie jest.

****

   Tylko jeden wilk patrzył na to wszystko z niesmakiem, a czasem przebłyskiwała nienawiść.
„Bezsilność?”, myślał, „To czysta głupota przeciwstawiać się tej bandzie postarzałych wilków.”
Tym wilkiem był Hex, w tym momencie w swej zwykłej postaci. Warczał głucho na słyszane słowa.
– Dopadnę was – mruknął wściekle, gdy słyszał z jakim szacunkiem któryś z wilków zwrócił się do zuchwałego młodzika. Odwrócił się i odszedł.

****

   – Dlaczego zabrałaś głos niepytana? – zwrócił się do Tasheeny rudy wilk. Z jego głosu, ani oczu nie dało się wyczuć żadnych emocji.
– Jeśli to możliwe, chciałabym porozmawiać na osobności – odrzekła pewnie.
Jej słowa wywołały poruszenie

   – Powiedz mi, moja droga, czy wiesz kim jesteśmy? – zwróciła się do Tasheena granatowa wilczyca, gdy wilki opuściły równinę.
– Nie.
– Nie? – zdziwiła się zielona wilczyca. Zieleń jej oczu była prawie tak głęboka jak zieleń w oczach Tasheeny. – Nikt ci o nas nie powiedział?
Tasheena zaprzeczyła ruchem głowy.
– To Rada Starszych – odezwał się niespodziewanie Sholo. – Pięc wilków władających Krainą Czterech Żywiołów. Ochraniają ją, opiekują się nią. Najwazniejszy i najsilniejszy z nich, to Foren – władający ogniem, o bujnej rudawobrązowej sierści i ciepłych, złotobrązowych oczach. Posiada też niezwykłą mądrość, z której korzysta zawsze i wszędzie.
Smukła i szybka wilczyca, o nieskazitelnie białej z łatą na głowie, to urocza Akelin. Powiadają, że jest szybsza niż wiatr, z którym wiecznie się ściga. Włada powietrzem i patrzy na ciebie teraz swoimi błękitnymi oczami.
Zwinny jak woda w strumieniu, niezwykle opanowany i obdarzony zdolnością panowania nad wodą, to Wedee. Słyszałem, że nikt nie zdołał go pokonać w wyścigu z przeszkodami. Zazwyczaj nie może usiedzieć w miejscu i patrzy bystrym spojrzeniem ciemnoniebieskich oczu.
Twardo stąpająca po ziemi i tymże żywiołem władająca Eileen nie ma sobie równych pod względem urody. Zielone oczy są bardzo podobne do twoich i odzwierciedlają jej duszę – jest szlachetna, ma bogaty charakter.
Została Hayan – wilczyca najniezwyklejsza ze wszystkich, gdyż nie włada żadnym żywiołem. Posiada za to niespotykane pokłady nadziei i wiary w niemożliwe. Ciemnogranatowe futro i czarne oczy kojarzą się z nocą i czynią z niej tajemniczą i niezalezną wilczycę.
– Sholo… Skąd ty to wszystko wiesz? – Osiem par oczu wpatrywało się w niego ze zdziwieniem, ale to Tasheena zadała dręczący wszystkich pytanie.
– Zehn mi trochę opowiadał. – Wilczek nagle stracił całą pewnośc siebie.
– Dlaczego chciałaś porozmawiać na osobności? – zapytała Hayan, zmieniając temat. Sholo posłał jej wdzięczne spojrzenie.
– Przeczucie powiedziało mi, że możecie pomóc. Zehn pozostawił mnie z wieloma pytaniami bez odpowiedzi. Powiedział tylko, że mam ich szukac sama. Coś mi mówi, że możecie mi pomóc w rozpoczęciu mojej wędrówki.
– Po co chcesz ją odbyć? – wtrąciła się Akelin. – Widzisz w tym sens?
– Pozornie nie – odparła, wzdychając. – Ale niczego się nie dowiem, zostając tutaj.
– Wyruszysz sama? – W głosie Wedee’ego pobrzmiewała ciekawość.
– Nie. – Za młodą wilczycę odpowiedział Biały Wilk. Zrobił kilka kroków do przodu i stanął koło Tasheeny. Sholo uczynił to samo.
– Dobrze więc – odezwał się Foren. – Udaj się na południe. Za Mroczną Puszczą, a może i jeszcze dalej znajduje się jaskinia Thaar. Mieszka tam wilk, który może ci pomóc. Sądzę, że od niego zacznie się wyprawa.
Odwrócił się i chciał wraz z resztą Rady odejśc, ale Tasheena miała coś jeszcze do powiedzenia.
– A co z faktem, że Klan Uchi wymiera?
– Klan dziedziczy się z matki na córkę i z ojca na syna. Jak postąpisz – to zalezy od Ciebie – odpowiedział Forem, po czym odszedł.

****

   – Jaskinia Thaar? – pytała samą siebie. – Gdzie to, na Kweo, jest?
– Tash, uspokój się w końcu. Foren wiedział, co mówi.
Siedzieli w jaskini. Słońce powoli zachodziło, postanowili więc, że wyrusza z samego rana.
– Ciesz się, że nie musimy przeszukiwać jakiejś równiny – mruknął Biały Wilk.
– Nie bądź głupi – warknęła. – ta sytuacja trochą ją przerosła, zrobiła się nerwowa i agresywna.
– Tasheeno. – Do uszu Tash doszedł głos matki.
– Oho… mruknęła, wstając.

****

   Zerwał się wiatr, targając im sierść na karku. Spojrzała na chmury, ale jak na złość zobaczyła tylko wschodzące słońce. jego promienie odbijały się od medalionu na jej szyi. W pamięci po raz kolejny odtworzyła rozmowę z rodzicami.
„- Tak, matko? Wołałaś mnie po… co to jest? – Jej oczy spoczęły na niewielkim medalionie, który trzymał Adeenah. Kształtem nieco przypominał romb, lecz był lekko… przechylony. jego głęboka, fioletowa barwa przykuwała wzrok. Świecił się delikatnym, jasnofioletowym światłem, lecz, o dziwo! nie rozświetlał sierści jej ojca.
– Jest piękny, tylko… czemu jego świata nie widać na sierści?
– To niezwykły kamień – odpowiedziała Escalante. – Sam wybiera sobie właściciela i tylko on może w pełni zobaczyć jego piękno.
– Widzisz je, Tasheeno? – spytał ją ojciec, głosem lekko stłumionym przez trzymany w zębach rzemyk.
Wilczyca, zbyt oszołomiona by coś powiedzieć, skinęła delikatnie głową. Wtedy Adeenah podszedł do niej i założył jej medalion na szyję.
– Jest… ciepły. – Tasheena posłała im pytające spojrzenie.
– Nie pomożemy ci, medalion należał do twojej babki. Poza nią nikt jak narazie, prócz ciebie, nie dostrzegł jego prawdziwego piękna.
– Kolejne pytanie bez odpowiedzi? – zapytała, choć odpowiedź na nie znała aż za dobrze.”
Pożegnali się czule z Adeenahem i Escalante. Nawet Biały Wilk żegnał się ze smutkiem – byli dla niego jak rodzice. Dzięki nim przypomniał sobie wiele ważnych rzeczy.
– Uważajcie na siebie. – W głosie Adeenaha brzmiała miłość, a na jego pysk wstąpiła tak rzadko widywana łagodność.
– Pamiętajcie, że tylko wilki wiedzą jak życie jest cenne. – Escalante wolała coś doradzić, nie znosiła pożegnań.
– Wrócimy jak najszybciej się da – zapewniła ich Tasheena.
Medalion przeciął powietrze, gdy gwałtownie zwróciła głowę na południe. Przymrużyła oczy. Słońce grzało delikatnie, a wiatr tarmosił jej sierść.
Tak wiele pytań, a tak mało odpowiedzi.”
Opuścili rodzimą jaskinię i zmierzali w nieznane.

© Załoga Chartykasa