Tiffany Alford – Unforgettable.mp3

 Choroby

Legenda w oryginalnej postaci

© wikipedia.pl

Mieszkańcy Gubbio bali się wychodzić z miasta. Po zmierzchu zamykali się w swoich domostwach, przerażeni kładli się do łóżek i z niepokojem wyczekiwali tylko na jeden temat: o ostatnich wyczynach wilka grasującego wokół Gubbio.Od pewnego czasu zwierzę siało strach w całej okolicy. Było znacznie większe od zwykłego wilka i tak drapieżne, że nikt nie ważył się wyjść do pracy w polu. Zboża stały nie zebrane, a stada zamknięto w oborach, toteż cała okolica, zazwyczaj tętniąca życiem i dostatnia, zaczynała pustoszeć i podupadać. Gubbio wyglądało jak oblężone miasto: mieszkańcy zamknięci za murami i odcięci od świata wiedzieli, że wkrótce zabraknie im żywności. Wyprawy przeciwko potwornemu wilkowi zawsze kończyły się niepowodzeniami, więc mężczyźni stracili ochotę do walki, a kobiety zaczęły modlić się, żeby Bóg uwolnił miasto od nieszczęścia.Niedaleko Gubbio, w Asyżu, żył pewien człowiek, który już od najmłodszych lat uprzejmością i uśmiechem zjednywał sobie przyjaciół i godził najzacieklejszych wrogów. Poświęcił swe życie służbie Chrystusowi i ze wszystkich sił starał się nieść nadzieję i przywracać radość życia ludziom najbardziej strapionym, najbiedniejszym. Gdy ponura sława wilka z Gubbio dotarła do niego, uznał, że nie może pozostać obojętny na nieszczęście tych przerażonych ludzi. Człowiek ten nazywał się Franciszek Bernardone, ale wszyscy znali go jako brata Franciszka. I tak brat Franciszek w towarzystwie jednego tylko mnicha wyruszył do Gubbio.

Obaj byli bosi, ubrani w proste szaty z grubego włókna, które nosili na co dzień. Doszli do Gubbio nie napotkawszy wilka, mimo iż Franciszek śpiewał głośno pieśni na cześć Stwórcy i jego dzieła – przyrody. Mieszkańcy miasta przyjęli zakonników bardzo serdecznie, lecz zastanawiali się, w jaki sposób – jeżeli nie graniczący z cudem – ci niepozorni mężczyźni zamierzają uwolnić ich od potwora. Gdy Franciszek oznajmił, że wyjdą obaj naprzeciw wilkowi bez broni – jego towarzysz trząsł się zresztą ze strachu – wszyscy byli pewni że postradał rozum. Ale na usilne nalegania mnichów otwarli w końcu bramę miasta. Franciszek obiecał, że jeżeli będzie trzeba, wyciągną wilka nawet z jego kryjówki. Na widok oddalających się wątłych sylwetek dwu śmiałków kobiety z Gubbio padały na kolana i wznosiły modły o ocalenie tych dobrych ludzi. A Franciszek zaintonowawszy pieśń na cześć Stwórcy skierował się do lasu, gdzie rzekomo ukrywał się wilk.

Drugi mnich został daleko w tyle i odmawiał jedną modlitwę po drugiej, nie przyspieszając kroku. Nagle usłyszał przeciągłe wycie. Oniemiawszy ze strachu schował się szybko za skałę i przerażony patrzył na Franciszka idącego bez wahania dalej, w kierunku, skąd dochodził głos zwierzęcia… Wilk stał na środku drogi i wyszczerzywszy zęby szykował się do skoku. Ale zachowanie tego człowiek wydało mu się dziwne: nie miał broni, nie próbował uciekać, wręcz przeciwnie, podchodził bliżej. Drapieżnik zawahał się przez chwilę, więc Franciszek miał czas, aby go zagadnąć: -Bracie wilku, obrażasz naszego Stwórcę, zabijając bez jego pozwolenia stworzenia, które także są Jego dziełem. W imieniu Chrystusa rozkazuję ci nie czynić już więcej zła ani mnie, ani komukolwiek.

Jak postąpi wilk? Brat Franciszek kochał wszystkie ziemskie stworzenia i często rozmawiał z ptakami, swoimi przyjaciółmi. Czy jego proste słowa trafią do okrutnego drapieżnika? Człowiek i wilk stali w odległości zaledwie 15 kroków. Zwierz ruszył przed siebie, a Franciszek stał w miejscu jak posąg. I stał się cud: groźny wilk usiadł przy nogach zakonnika i podał mu łapę na znak poddaństwa.

Gdy mieszkańcy Gubbio ujrzeli wracających mnichów i idącego za nimi potulnie, jak pies, wilka, przecierali ze zdumienia oczy. Nie mogli uwierzyć słowom Franciszka, proszącego ich o karmienie tego zwierzęcia, które już nigdy nie uczyni im nic złego. Powoli dali się przekonać i groźny wilk żył w miasteczku do końca swych dni, chodząc od drzwi do drzwi po swą codzienną porcję jedzenia.

© Załoga Chartykasa