Verba – Możesz pójść.mp3

 Dzikie psowate

Oryginalna bajka braci Grimm.

© vixiearts.deviantart.com

   Pewien gospodarz miał wiernego konia, który był już stary i nie mógł mu już służyć, więc jego pan nie chciał go dłużej żywić i rzekł:

   – Wprawdzie nie jesteś mi już na nic potrzebny, ale nie chcę twojej krzywdy; jeśli masz jeszcze dość sił, aby sprowadzić mi lwa, to pozwolę ci u siebie zostać, a teraz wynoś się z mojej stajni – i wypędził go na cztery wiatry.

   Koniowi smutno się zrobiło i ruszył do lasu, aby tam się schronić przed niepogodą. Po drodze spotkał lisa, który go zagadnął:

   – Co się tak samotnie wleczesz ze zwieszoną głową?

   – Ach – odparł koń – skąpstwo i wierność nie idą w parze, mój pan zapomniał, ile lat mu pracowicie służyłem, a że nie nadają się już do pracy w polu, nie chce mnie dłużej żywić i wygnał mnie ze stajni.

   – Tak bez słowa pociechy? – spytał lis.

   – Pociecha była marna: powiedział, że jeśli mam dość siły, aby m sprowadzić lwa, to gotów jest mnie zatrzymać, ale przecież sam dobrze wie, że ja już tyle sił nie mam.

   Lis rzekł:

   – Ja ci pomogę; połóż się, wyciągnij kopyta i nie ruszaj się, jakbyś był nieżywy.

   Koń postąpił, jak mu lis kazał, ten zaś poszedł do lwa, który nieopodal miał swoją jaskinię, i rzekł:

   – O parę kroków stąd leży martwy koń, chodź, to cię do niego zaprowadzę, będziesz miał wspaniała ucztę.

   Lew ruszył za nim, a kiedy stanęli nad leżącym koniec, lis odezwał się:

   – Tutaj nie będziesz mógł pożywić się w spokoju, jak twej godności przystało. Wiesz co, przywiążę go do ciebie za ogon i w ten sposób zawleczesz go do swej jaskini i tam sobie wygodnie schrupiesz.

   Lwu spodobała się ta rada. Podszedł bliżej i żeby lis mógł konia mocno do niego przywiązać, stał całkiem bez ruchu. Tymczasem lis końskim ogonem związał lwu łapy, a porobił przy tym tyle węzłów i tak mocno ogon zasupłał, że żadną miarą nie udałoby się lwu z niego wywikłać. Po dokonaniu tego dzieła klepnął konia po zadzie i rzekł:

   – A teraz ciągnij, siwku, ciągnij!

   Koń zerwał się tedy na równe nogi i pociągnął lawa za sobą. Ten zaś jął ryczeć tak głośno, że wszystkie ptaszki w lesie wystraszył. Koń wcale się tym rykiem nie przejmując powlókł lwa przez pole aż pod drzwi swego pana. Na ten widok gospodarz opamiętał się i rzekł do konia:

   – Zostaniesz u mnie i na niczym ci zbywać nie będę.

   Żywił go też, nie skąpiąc paszy, aż do śmierci.

© Załoga Chartykasa