Katherine McPhee – Say goodbye.mp3

 Dzikie psowate

Oryginalna baśń Braci Grimm.

© autor nieznany

Bajka ta występuje w dwóch wersjach i obie umieszczę w tym wpisie. Nie widzę za bardzo sensu w rozrzucaniu tego na dwie części.

Wersja1:

Był sobie raz stary lis o dziewięciu ogonach; podejrzewał on swoją żonę, że nie jest mu wierna i chciał wystawić ją na próbę. Wyciągnął się pod ławą i ani drgnie, udając zmarłego. Pani liszka zamknęła się w swej alkowie, a jej służka, panna kotka, usiadła przy piecu, warząc strawę. Kiedy rozeszła się wieść, że stary lis nie żyje, zaczęli się schodzić zalotnicy. Służka usłyszała, że ktoś stoi pod drzwiami i puka; poszła otworzyć, a za progiem stał młody lis, który odezwał się w te słowa:

Miła kotko, co robicie,

Czuwacie-li czy też śpicie?

Kotka odrzekła:

Wcale nie śpię, czuwam sobie,

Pytasz, panie, co ja robię?

Warzę piwo, masłem kraszę,

Chcesz być, panie, gościem naszym?

 

– Piękne dzięki – odparł lis – a co porabia pani liszka? Służka odrzekła:

Pani siedzi w swej alkowie,

Wypłakuje skargi wdowie,

Słów pociechy nie chce słuchać,

Bo pan lis wyzionął ducha.

 – Powiedzcie jej, panienko, że przyszedł młody lis i pragnie się jej oświadczyć.

– Już do niej idę, młody panie.

Poszła kotka, tupu tup,

Drzwi stuknęły, stuku stuk.

Pani liszko, słyszysz mnie? – 

Tak, koteczko, przybliż się. –

Zalotnik czeka u drzwi – 

Jak wygląda, powiedz mi!

 – Czy ma też dziewięć takich pięknych ogonów, jak nieboszczyk pan lis?

– O, nie – odparła kotka – ma tylko jeden ogon.

– W takim razie ja go nie chcę.

Panna kotka zeszła na dół i odprawia zalotnika z kwitkiem. Wkrótce znów rozległo się pukanie i w drzwiach stanął następny lis, on również pragnął oświadczyć się pani liszce; a miał dwa ogony; nie poszło mu jednak lepiej niż pierwszemu. Potem przychodziło jeszcze wiele lisów, a każdy miał o jeden ogon więcej niż jego poprzednik; wszystkie jednak odeszły z niczym, aż w końcu zjawił się zalotnik o dziewięciu ogonach, takich jakie posiadał stary pan lis. Ledwie wdowa o tym usłyszała, zawołała z radością do kotki:

Teraz bramy otworzymy, 

stare truchło wyrzucimy!

Właśnie miało się odbyć wesele, kiedy stary pan lis wyskoczył spod ławy, wyłoił całe towarzystwo i przepędził je wraz z panią liszką ze swego domu.

Wersja 2:

Kiedy stary lis umarł, przyszedł w zaloty wilk, zapukał do drzwi, a kotka, służąca pani liszki, otworzyła mu. Wilk przemówił do niej w te słowa:

Jak się miewasz, panno kotko,

Czemuś sama, moje złotko?

Co dobrego tu porabiasz?

Kotka mu odrzekła:

Gotuję na mleku kaszę,

Chcesz być, panie, gościem naszym?

 – Piękne dzięki – odparł wilk – czy pani liszki nie ma w domu?

A kotka na to:

 Siedzi na górce w komorze,

Żalu utulić nie może,

Bo naprawdę, co za strata,

Nasz pan lis zszedł z tego świata.

 Wilk jej odrzekł na to:

By nowego męża mieć,

Wystarczy jej na dół zejść.

 

Kotka do sieni skoczyła,

Raźno schody przemierzyła

I pięcioma pierścieniami

Zastukała w drzwi swej pani.

 

Pani liszko, dobra wieść,

Wystarczy ci na dół zejść,

By nowego męża mieć.

 

Pani liszka zapytała:

– Czy ten pan ma czerwone porteczki i spiczasty pyszczek?

– Nie – odparła kotka.

– To nic mi po nim.

Kiedy wilk został odprawiony, przyszedł pies, potem jeleń, zając, niedźwiedź, lew i wszystkie leśne zwierzęta po kolei. Ale każdemu brakowało przynajmniej jednej z zalet starego pana lisa i kotka musiała wszystkich zalotników odprawiać z kwitkiem. Na koniec zjawił się młody lis. I znów zapytała ani liszka:

– Czy ten pan ma czerwone porteczki i śpiczasty pyszczek?

– Tak – odparła kotka. – Ma jedno i drugie.

– Niech więc przyjdzie tu do mnie na górę – rzekła pani liszka i kazała służce szykować wesele.

 

Kotko, komorę porządnie zamieciesz,

Oknem wyrzucisz starego i śmiecie!

Gdy wracał z łowów. oj, jak to nieładnie!

Myszki sam zjadał,

Nie dawał mi żadnej.

 

I odbyło się z młodym lisem huczne wesele, goście bawili się i tańcowali tak zawzięcie, że pewnie do dziś tańczą, jeśli wcześniej nie przestali.

© Załoga Chartykasa