Słynne psy

© klubwilczarza.pl

W czasach Fionn-Cumhaill´a, gdy wróżki zamieszkiwały Erin, królowie Irlandzcy oraz ich szlachta hodowali najwspanialsze ze wszystkich psów, aby móc polować na wilki oraz jelenie – sport dla mężczyzn silnych i odważnych. Są one bliskimi krewnymi charta angielskiego, a dzięki domieszce krwi terierów mają szorstką sierść, zostały wyhodowane na największe i najodważniejsze psy. Pliny zwał je „canis granius Hibernicus”, Rzymianie spotykali je podczas bitew, a Irlandczycy zwali go „sagh clium”, pies-wilk.

Ogromny pies Samur był właśnie wilczarzem irlandzkim. Jarl Gunnar kupił go od Irlandzkiego Króla Myrkiaton w X w. i zabrał do Norwegii, gdzie zasłynął jako pies spod Aughrim. Irlandzki rycerz zabrał swego wilczarza na bitwę pod Aughrim, podczas której zabili wielu wrogów. Jednak w czasie walki rycerz poległ, a jego ciało pozostawiono na polu walki na żer wilków. Jednak jego wierny pies go nie opuścił. Pozostawał przy truchle swego pana w dzień i w nocy, żywiąc się ciałami poległych, nie pozwalał nikomu zbliżyć się do swego pana, do momentu aż pozostały jedynie kości. Później był zmuszony odejść w poszukiwaniu pożywienia, ale od lipca do stycznia przychodził do szczątek swego pana co noc. Pewnego wieczora przez pole bitwy przechodzili żołnierze, a jeden z nich chciał zbliżyć się do wilczarza, aby mu się przyjrzeć. Pies sądząc, że chce on zakłócić spokój jego pana zaatakował żołnierza, a ten zaczął wzywać głośno pomocy. Nadbiegli inni żołnierze i zastrzelili wiernego psa.

Jeszcze słynniejsza jest historia psa nie mającego sobie równych, Gelerta, bohatera ballady Roberta Spencer´a. Gelert był wilczarzem o wielkiej sile i inteligencji, został ofiarowany Llewelyn´owi Wielkiemu przez króla John´a w 1205 roku. Mieszkał u stóp góry Sonwdown. Gelert był bardzo oddany swemu panu, za dnia razem polowali, a w nocy spał przy jego łożu. Jednak pewnego dnia Gelert nie pojawił się na polowaniu, a kiedy Llewelyn wrócił do zamku był zły na psa, że nie dotrzymał mu towarzystwa. W takim nastroju ujrzał Gelerta wychodzącego z komnaty jego małego synka. Pies był cały we krwi, kołyska przewrócona a dziecko zniknęło. Lleweln zawołał na chłopca, lecz on nie odpowiadał. Sądząc, że sprawcą zniknięcia synka jest Gelert, Llewelyn przywołał go do siebie i przebił go mieczem. Gelert wydał jęk bólu podobny do ludzkiego, po czym wyzionął ducha. Wówczas Llewelyn usłyszał płacz chłopca, który obudził się słysząc skowyt umierającego Gelerta. Llewelyn znalazł synka całego i nietkniętego w szafie w której usnął. Pospieszył do zakrwawionej kołyski i pod nią znalazł ciało martwego, ogromnego wilka, co wyjaśniło mu całą sytuację. Llewelyn´a ogarnęły straszne wyrzuty sumienia, a ku pamięci swego wiernego psa wzniósł kaplicę i grobowiec. Miejsce to znane jest jako Beth-Gelert lub Bedd-Gelert.

© klubwilczarza.pl

Z takich korzeni wywodzi się Bally Shanon, odwiedziłem go w Nowym Jorku, podczas spaceru w Central Parku z Brytyjskimi oficerami. Oto jego historia: Bally Shanon służył w wojsku, podczas wojny we Francji. Nie był zwykłym żołnierzem, był sanitariuszem, ponad przeciętnym. Uratował dziesięciu rannych wyciągając ich z pola walki. Również Bally i jego przewodnik odnieśli rany, wyniku których zostali odesłani do domu statkiem szpitalnym. Podczas podróży, statek został storpedowany przez niemiecką łódź podwodną w połowie drogi powrotnej, po czym poszedł na dno. Ocalało tylko trzy osoby, przewodnik Bally´ego oraz dwóch innych ludzi. Zdołali się oni wdrapać na dryfujący kawałek wraku, wówczas pomimo odniesionych ran podpłynął do nich ten wspaniały pies i chciał aby go zabrali na wrak, jednak jego pan obawiając się, że ten kawałek wraku nie wytrzyma dodatkowego ciężaru, rozkazał mu trzymać się z dala. Bally posłuchał i pomimo odmowy pozostał w pobliży tratwy, płynąc całą noc tratwą. Opierał tylko podbródek o brzeg tratwy, gdy brakowało mu sił, by odpocząć. Rano zostali uratowani.

Kiedy go spotkałem, już prawie doszedł do siebie,tak jak jego Pan, po ranach i wychłodzeniu organizmu. Wymówiłem jego imię, ale nie w tym tonem jakim zwraca się do spaniela. Podszedł do płotu, podniósł się na pełną wysokość i położył przednie łapy na płocie. Jego głowa znalazła się na wysokości mojej. Sądzę, że nie widziałem jeszcze nigdy tak wspaniałego zwierzęcia. Z pełna czcią położyłem rękę na jego włochatej głowie i pogłaskałem po pysku. Byłem dla niego obcy, ale Bally był przyjacielem człowieka. Spojrzałem mu w oczy – wspaniałe, inteligentne i całkowicie ludzkie. „Wiem co zrobiłeś Bally – powiedziałem. Jesteś ode mnie lepszym człowiekiem, Gunga Din.”

W jego oczach zobaczyłem oddanie i niezaprzeczalna odwagę, która pomogła mu wytrzymać tamtą mroczną noc. W nich zobaczyłem dziedzictwo jego szlachetnej rasy, ducha Brah i Luath, niezrównanego Gelerta oraz wiernego psa spod Aughrim. Zobaczyłem w nich również tajemnicę wspaniałego daru – przywiązania do człowieka. Są ludzie, którzy nie lubią psów. Szkoda, że nie mogą zobaczyć Bally´ego, i aby mieli odwagę otwarcie go niego podejść. Nie wiem dlaczego Bóg dał psu iskrę boskości, która uczyniła go towarzyszem człowieka. Wiem tylko to – gdybyśmy zechcieli nauczyć się od psa jego wspaniałych zalet, szczerości, wierności i odwagi, świat byłby lepszym miejscem , a Hun, barbarzyńca i Turek byliby zmieceni z powierzchni ziemi, tak jak wilki z Irlandii.

Historia pochodzi z tej strony, w tłumaczeniu Małgorzata Celary

© Załoga Chartykasa