Sean Paul – Temperature.mp3

 Psy w służbie człowieka

Historia pochodzi z Reader’s Digest.

© 1wallpaper.net

   Birmingham, Anglia. Cztery miękkie łapy w skórzanych bucikach przemierzają ostrożnie pogorzelisko. Nos przy ziemi – pies węszy wśród zwęglonych kanap, spalonych ubrań i wypalonych dziur w podłodze, jego pan oświetla drogę latarką. Po kilku minutach poszukiwań pies zastyga w bezruchu. Uszy postawione, każdy mięsień tężeje. Pies stara się wyczuć nikłą, dla człowieka niewyczuwalną, woń, której obecność tylko on jest w stanie stwierdzić. Star, 4-letni czarny labrador, to pierwszy brytyjski psi detektyw w pożarnictwie.

   – Jest pionierem – mówi jego pan Clive Gregory, inspektor dochodzeniowy ze Straży Pożarnej w West Midlands.

   Star szuka dowodów na to, że przyczyną pożaru było podpalenie.

   Podczas szkolenia nauczył się „słowniczka” dziesięciu różnych zapachów materiałów łatwopalnych: benzyny, nafty, acetonu, oleju napędowego, terpentyny, celulozy, gazu do zapalniczek, benzyny ekstrakcyjnej, metanolu oraz paliwa do grilla.

   W przeciwieństwie do urządzeń stworzonych przez człowieka, Star potrafi odróżnić substancje naturalnie powstające w czasie pożaru od tak zwanych przyspieszaczy, czyli substancji używanych przez podpalaczy do podsycenia ognia.

   Urządzenia mechaniczne mogą wykazać, że pożar powstał z podpalenia, choć wcale tak nie było i tylko Star umie udzielić inspektorom wiarygodnej odpowiedzi.

   Komendant straży pożarnej mówi Gregory’emu, co się stało. W tlącym się budynku mieszkalnym w Birmingham, strażacy znaleźli tuż pod drzwiami zrolowane dywany. Mężczyzna zwieszający się z okna, który wołał o pomoc, został zabrany do aresztu.

   Teraz Star skupia uwagę na stosie dywanów. Obwąchawszy je, zatrzymuje się w jednym miejscu, potem siada i spogląda na Gregory’ego, jakby chciał powiedzieć: „Znalazłem ,szefie”.

   – Łebski psiak – chwali go pan.

   Trenują, pracują i mieszkają razem od szczenięctwa Stara.

   – Myśli, że jestem  jego tatą – mówi Gregory.

   Wyjmuje zabawkę Stara – gumowy krążek i pozwala labradorowi na zabawę. Tymczasem inspektor wkłada ślad do foliowej torebki, by dokładnie zbadano go w laboratorium. Później pan i pies sprawdzają przedmioty należące do podejrzanego. Coś znalazł, więc siada wyprostowany.

Późniejsze badania laboratoryjne wykazały zarówno na dywanie, jak i na bucie ślady benzyny. Mężczyznę oskarżono. Kolejna sprawa, dzięki sprawnej pomocy Stara, znalazła rozwiązanie.

– Ponad połowa pożarów, które badaliśmy ze Starem – mówi Gregory – była wynikiem podpalenia.

   Pomoc Stara w śledztwach jest wprost bezcenna. Dzięki jego sukcesom powstało do dziś w Wielkiej Brytanii 10 przeszkolonych psich ekip do tego typu zadań.

   Jednak kolejne zadanie Stara wydaje się niemożliwe do wykonania. Budynek podpalono przed trzema dniami. Mężczyzna, który przyznał się do win, trafił do aresztu. Ekipa oczyściła teren, nie znaleziono jednak ani śladu przyspieszacza. A skoro brak dowodów – nici z oskarżenia.

   – Czy mógłbyś się tym zająć ze Starem? – pyta komendant.

   – Zobaczymy, co da się zrobić – bez przekonania mruczy Gregory.

   Obejrzał pogorzelisko i nie ma wielkiej nadziei, że zachowały się jeszcze jakiekolwiek dowody. Spogląda jednak na Stara, który jest gotów do współpracy.

   Labradory retrievery były w dawnych czasach używane do polowań, nadają się też doskonale do pracy śledczej, ze względu na wytrwałość, podatność na szkolenie oraz chęć zadowolenia swego pana.

   Gregory każe Starowi brać się do roboty.

   Labrador niemal natychmiast idzie na środek pokoju i przystaje. Macha ogonem jak metronomem, spogląda na pana, pazurami przednich łap robi dwa zadrapania w kształcie krzyża. Następnie przysiada i – choć to niesamowite – dotyka nosem dokładnie w miejscu, gdzie przecinają się linie.

   Gregory prosi strażaka, by oderwał deski z podłogi. Odnajdują benzynę. Deski nią nasiąkły, a potem zwęgliły się z wierzchu. Nadpalone drewno stanowiło naturalny filtr i dlatego cały przyspieszacz zniknął z powierzchni. Jednak Starowi udało się go odkryć.

   – Co za łebskie psisko – cieszy się Gregory, przygarniając do siebie Stara z dumą. – Udało ci się znaleźć to, co trzeba, choć my byliśmy bezsilni.

   Po południu obaj idą na ryby nad ulubioną rzekę. Labrador obserwuje Gregory’ego w długich waderach stojącego w płytkiej, wartkiej wodzie. Pan nic nie złowił i teraz dworuje sobie ze Stara, wylegującego się leniwie na brzegu.

   – Może nauczyłbyś się wreszcie tropić pstrągi? – mówi.

© Załoga Chartykasa