Pozostałe notki

Bobby. Po raz pierwszy pojawił się w notce numer 312, gdy opisywałam jego oraz Cubę. Później miał się pojawić w kilku galeriach. Jednak okazało się, że notka numer 312 była jego ostatnią notką. Zmarł 18 listopada 2008 roku, na krótko przed swoimi szóstymi urodzinami, który miały przypaść gdzieś na grudzień, ale niestety nigdy nie poznałam dokładnej daty.

Był jak wymarzony prezent na gwiazdkę, bo urodził się w grudniu. Dorastał w czasach, gdy dla mnie psy nie były jeszcze aż tak ważne. Na początku budził lęk z powodu swojego wzrostu i nadpobudliwości. Z czasem te odczucia przemieniły się w głęboką miłość. Z czasem coraz trudniej było mi go opuszczać, zostawiać. Smutno było patrzeć w te psie oczy i powiedzieć do widzenia. Niezauważalnie jedno z tych do widzenia zamieniło się w… Żegnaj…

Piszę te słowa 23 listopada 08, nawet nie tydzień po jego śmierci. Ból jest świeży, szybko nie minie. Wspomnienia bolą, ale i przynoszą delikatne ukojenie. Jak to jest wiedzieć, że nie spojrzy się już piękne, brązowe oczy? Że nie dotknie się miękkiego futra, nie potarmosi za uchem? Nie wiem. W tej chwili w to nie wierzę, ale wiem, że to przyjdzie nagle. Dotrze, że jego już nie ma i nigdy nie będzie. A dotarło do 6 grudnia. W dzień, który nie powinien być smutny. Nie pojawi się drugi, tak ciekawy i kochany pies. Nigdy.Mogę tylko marzyć i śnić, że mój pies będzie choć trochę podobny do tego małego skubańca.Oby patrzył na mnie z Psiego Raju i cieszył się, że w moim sercu zawsze będzie zajmował swoje ulubione miejsce, a jego pamięć nie zginie. Kocham Cię, Bobby.

Mój Aniele Stróżu.

 

© Załoga Chartykasa