Weterynaria

Historia pochodzi z Readers Digest.

Gretchen Schoeffler, młoda lekarka z oddziału intensywnej terapii przyznaje, że zbyt często angażuje się emocjonalnie, lecząc swoich podopiecznych.  Gdy ta mocno stąpająca po ziemi, rudowłosa kobieta widzi chore zwierzę, jej serce mięknie jak wosk i Gretchen staje na głowie, by pacjent wyzdrowiał.

Ari Jutkowitz miał 6 lat, kiedy umarła jego ukochana papużka. Do dziś pamięta, jak to przeżywał.

– Od tego czasu zawsze chciałem zostać weterynarzem – powiada.

Dla tego drobnego 28-letniego lekarza o ciemnych falujących włosach ściągniętych w kucyk cierpienie zwierzęcia jest większym problemem, niż zmaganie się z ciężkim przypadkiem medycznym.

– Podchodzę do tego uczuciowo, przyznaje.

Każdemu, kto tu pracuje lub bywa tylko od czasu do czasu, izba przyjęć wydaje się wyjątkowym miejscem.

Nie wszystkie zwierzęta leczone na oddziale intensywnej terapii to typowi domowi ulubieńcy – psy, koty, szczury czy kanarki. Niektórzy pacjenci wzbudzają w poczekalni niemałe poruszenie. 7Bywa, że szukają tu pomocy także dla swych ukochanych zebr, słoni, strusiów, a był przypadek, że interwencji wymagał… wieloryb. Choć oczywiście tych ulubieńców nie doprowadza się na miejsce.

Pewnego wyjątkowego ciepłego grudniowego poranka o 9 rano specjalnie przystosowana ciężarówka zajeżdża na przyszpitalny parking. Larry Records i Alexandra Burpee, właściciele małego zoo, ostrożnie wyprowadzają z ciężarówki rudego kangura Quigleya.

Prawie ślepy 7-letni torbacz o miękkiej sierści idzie ostrożnie po asfalcie parkingu. Alexandra coś mu szepce do ucha. Kangur co chwila przystaje i uważnie słucha. Quigley ogólnie biorąc najbardziej lubi kobiety, a Alexandrę w szczególności.

Opiekunka delikatnie prowadzi go do pokrytych gumowymi wykładzinami korytarzach. Kangur idzie po omacku, ostrożnie sunąc tylnymi łapami, pomaga sobie krótszymi przednimi. Kilkukrotnie zatrzymuje się, obraca i nosem dotyka nosa Alexandry.

Opiekunowie wchodzą z Quigleyem do dużego pomieszczenia, w którym czeka tłum studentów, stażystów i starszych lekarzy oraz personel pomocniczy. Jest wśród nich weterynarz Alexander Moore.

– Cześć, przystojniaku – wita pacjenta.

– O rety – wzdycha Alexandra – zaraz wstąpi w niego bestia.

I rzeczywiście, słysząc męski głow, Quigley unosi swe muskularne ciało, ogonem utrzymując równowagę. Gdy stanie, ma 180 cm wzrostu. Rozwścieczony jest groźny i gotów do ataku. Mąż Alexandry, potężny mężczyzna, szybko i sprawnie chwyta go za ciężki ogon, by stracił równowagę.

Alexandra i jeszcze jeden weterynarz, mocno przytrzymują kangura, by ten nie zaatakował.

W Sali gaśnie światło. Doktor Moore bada oftalmoskopem oczy kangura. Diagnoza: jaskra w lewym i katarakta w prawym oku. Quigley jest wolny, ale jego właściciele muszą jeszcze porozmawiać z weterynarzem.

Doktor Moore objaśnia, że aby przywrócić wzrok zwierzęciu, trzeba będzie operacyjnie usunąć kataraktę. Lewego oka zaatakowanego jaskrą nie da się uratować.

Informuje też ze współczuciem, że zabieg zdjęcia katarakty będzie kosztował 750 dolarów, nie licząc znieczulenia. W sumie, z usunięciem drugiego oka koszt leczenia wyniesie około 2 tysięcy.

Larry zastanawia się głośno, czy zwierzęciu nie jest lepiej w obecnym stanie. Zazwyczaj agresywny Quigley od kiedy oślepł, porusza się bardzo ostrożnie. Gdy zacznie trochę widzieć, może poczuć się zbyt pewny siebie i doznać jakiejś kontuzji.

Jakby zgadując, o czym mowa, Quigley szuka pociechy u Alexandry. Ponieważ opiekunka jest od niego niższa, kangur nachyla się, by otrzeć pysk o jej twarz.

Ostatnio pech prześladuje zwierzęta Larry-ego i Alexandry – tukan miał chorą wątrobę, wielbłąd złamał nogę. Kilka pokoi obok drugą turę chemioterapii przechodzi ich zebra Tu-Tone. W zeszłym miesiącu przywieźli ją na oddział, by usunąć odnawiający się guz w pobliżu kanalika łzowego prawego oka.

Gdy Larry prowadził zebrę do szpitala, wszyscy omijali ją szerokim łukiem. Wiadomo, że zebry potrafią wymierzyć potężnego kopniaka. Ale owego dnia Tu-Tone zachowywała się spokojnie, bowiem towarzyszył mu przyjaciel – lama imieniem Czarny Księżyc.

Lekarze usunęli guz i rozpoczęli dalszą terapię.

Teraz Larry i Alexandra muszą zdecydować , co zrobić z Quigleyem. Kangur nie wróci już do zoo., Nie zarobią na pokazywaniu go ludziom. Z finansowego punktu widzenia leczenie kangura nie ma sensu.

– Mnóstwo ludzi trzyma zwierzęta dla pieniędzy – Larry jest zdenerwowany. – My zdobywamy pieniądze po to, by trzymać zwierzęta.

Dlatego decydują się na operację.

Doktor Moore zdejmuje kataraktę z prawego oka Quigleya, wyjmuje chore lewe oko i przed zaszyciem wszczepia kangurowi implant.

Dziś pełen wigoru torbacz świetnie radzi sobie na emeryturze.

Jeśli idzie o Tu-Tone’a, po ostaniem cyklu chemioterapii, guz już się nie pojawił a rana po zabiegu się zagoiła. Operacja była tak udana, że jak zauważył jeden z weterynarzem, nawet paski zrosły się jak należy.